Oto historia Lorda i jego przyjazdu do Podkowy widziana oczami jego nowej rodziny ;-).
Moje ostatnie dwa goldeny przeprowadziły się z moją Mamą do Sandomierza. Dom opustoszał, a ja nie mogłam znaleźć miejsca dla siebie. Szukałam labradora z fundacji lub schroniska. Wpisywałam na tablica.pl hasło "labrador". Obejrzałam setki psów i nagle wyskoczył post wolontariuszki, który brzmiał mniej więcej tak "Nadzieja umiera ostatnia. Nie pozwól, by Lord odszedł niekochany". Zatrzymałam się i zaczęłam czytać. Tak, napis w tytule "w typie labradora" pozwolił mi znaleźć to ogłoszenie. Treść ogłoszenia i rozmowa z Anetą- sprawiły, że poczułam że to TEN pies. Tak, bałam się. O kota. O dzieci. O to, że to pies, który miał trudne życie i jego reakcje mogą być nieprzewidywalne. Za każdym razem jednak mój lęk skutecznie tłumiła jednak Aneta, zasypując mi skrzynkę zdjęciami i opowieściami o Lordzie ;-). Znam wiele osób kochających psy, ale jej entuzjazm, determinacja mnie zachwyciły. Zdecydowałam w końcu, że zrobię tym razem inaczej. Nie z fundacji, nierasowy, daleko od Warszawy- nowe doświadczenie, miałam nadzieję, że pozytywne.
Reszta wiecie jak się odbyła. Lord zamieszkał w Podkowie Leśnej, pogonił kota, który wpada tylko zjeśc coś na parapecie. Z nieobecnego duchem psa z dnia na dzień staje się psem żywym, usmiechnietym, szczekającym i z całego serca kochającym. Interesuje go absolutnie wszystko. Kuchnia oczywiście tak, ale towarzyszy mi także, gdy się myję, piorę i śpię. Z siedziska, które nadal jest jego miejscem, powoli przenosi się na kanapy, fotele i do łóżek. Dziś przywitał mnie rano skokiem na głowę i całusem prosto w nos ;-). Lord jest najwspanialszym, kochanym i przepięknym psiakiem. Byliśmy dziś u Weta. Ma około 8 lat- Lord, nie Wet :cool3:. Jest zdrowy, ma lekką jaskrę i robale oczywiście. Nawet nie pisnął, jak pani Marysia grzebała mu pod ogonem i dawała zastrzyki. Mój syn dumnie prowadził go przez naszą leśną miejscowość. Lord jest najcierpliwszym psem, jakiego znam.Uwielbia ludzi i bardzo do nich lgnie. Z dnia na dzień zmienia się diametralnie. Ma lśniącą sierść, a jego ulubionym zajęciem jest włażenie w bluszcz, który obrasta ogrodzenie...:razz:. Kazdego dnia rano wita nas, jakby nas dawno nie widział. mam wrażenie, że zaczyna wierzyć, że jego życie zmieniło się już na zawsze. i chyba nas jeszcze wszystkich zaskoczy, bo spodziewam się, że jest psem o wiele bardziej żywym i kontaktowym niż sie wydawało, gdy siedział osowialy w schronisku. Dziękujemy z całego serca Anecie i wszystkim pracownikom schroniska Cztery Łapy oraz wolontariuszom za skontaktowanie nas z Lordem. Szanujemy Waszą pracę i poświęcenie. Wierzymy, że gdzieś tam na Górze jest to Wam wszystko liczone. Macie wielkie serca i wspaniałe dusze. Lord nie miałby dziś domu, a moje dzieci Klara i Jurek towarzysza do fikania w łożku gdyby nie ludzie, jak Aneta, którzy pokochali Lorda, wierzyli w niego i ze wszystkich sił postanowili mu pomóc. Będziemy Was wspierać i o Was pamiętać. Poniżej Lord tydzień po tym, jak opuścił Cztery Łapy i dziś w drodze do Weta. Będziemy w kontakcie, uściski, Małgosia i Lord, który kładzie mi łapę na ramieniu jakby się chciał podpisać ;-)
[URL="http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=fae41442a1b39352"][IMG]http://images35.fotosik.pl/1616/fae41442a1b39352m.jpg[/IMG][/URL]
[URL="http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=431ab182c84c3232"][IMG]http://images48.fotosik.pl/403/431ab182c84c3232m.jpg[/IMG][/URL]
[URL="http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=3b702578a6a78c7d"][IMG]http://images50.fotosik.pl/1661/3b702578a6a78c7dm.jpg[/IMG][/URL]
[URL="http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=895d0a18198e8b70"][IMG]http://images48.fotosik.pl/403/895d0a18198e8b70m.jpg[/IMG][/URL]