czesc wam!!!!
jestem tu nowa,chce wam opisac moja historie,aby przestrzec co niektorych,byc moze komus ta moja opowiesc pomoze a byc moze tez uratuje zycie jakiemus psiakowi.........
no to po kolei....
mam psa Miska ma 7,5 roku,zostal znaleziony 7 lat temu na ulicy w polsce,tam uratowalam mu zycie po raz pierwszy,do dzisiaj jest ze mna,ale malo brakowalo aby go juz nie bylo.przez wszystkie lata pies byl zdrowy nigdy nie chorowal,co roku dostawal wszystkie szczepienia i tal bylo do tego 2012 roku.a mianowicie zaczelo sie od 15 maja gdy postanowilam mu zaaplikowac advantix(wet polecil ze podobno lepsze) przeciw kleszczom (zawsze mial expot).po zaaplikowaniu preparatu nastepnego dnia zaczelo sie:
pies zaczal wymiotowac.ok 1 raz to narazie nic niepokojacego,ale.... zaczelo sie to powtarzac coraz czesciej.pakuje psa i do weta tam powiedzialam co i jak nieuwiezyl mi.powiedzial ze pies ma zapalenie gardla,dostal zastrzyki po dwoch dniach znowu zastrzyki,wszystko mialo przejsc,ale nie przeszlo wrecz pogorszylo sie.znowu do weta,pojechalam do niemca,pomyslalam ze moze bardziej kumaty,powiedzialam co i jak,pobranie krwi i rtg.rtg w porzadku,w krwi podwyzszone wartosci watrobowe i to duzo i podniesiony pozim leukocytow,pozostale w normie.niemiec powiedzial ze to moze byc zapalenie watroby lub bialaczka.skierowanie do wieszej kliniki w hamburgu na bardziej konkretne badania.w miedzy czasie pies byl na wielu antybiotykach,jezdzilam z nim codziennie na kroplowki,nie chcial nic jesc.wode pil w duzych ilosciach.karmilam go strzykawka karmami dla watrobowcow,leki tez podawalam strzykawka.w klinice zrobiono ponownie dwa razy rtg,usg(znowu nic nie znaleziono) i kilka razy pobrano krew(dalej wartosci watrobowe i leukocyty zawyzone).stan psa pogarszal sie z dnia na dzien.wszystkie antybiotyki dla psow zawiodly,wetka dala metrodinazol (dla ludzi) zadzialal,stan psa sie poprawil.w dalszym ciagu zadnej 100% diagnozy,niewiadomo co psu jest.w klinice po wszystkich badaniach powiedziano ze chyba jednak ma raka krwi.po ok.2 tyg.poprawy na metrodinazol(odstawienie lekow) nawrot choroby,wszystko od poczatku.kroplowki znowu metrodinazol,ale juz nie zadzialal tak jak za pierwszym razem.powoli godzilam sie z tym ze go strace.schudl prawie 3 kg,wazyl 8,5kg,to maly kundelek,tylko skora i kosci.walczylam razem z nim 4 miesiace,podziwialam mojego psiaka ze ma tyle sily do walki.to byly bardzo trudne dla mnie miesiace.przypominam ze pies mial objawy:wymioty pozniej juz wielokrotne w ciagu dnia,ulewanie sie jak malemu dziecku(przewaznie sama woda),na poczatku nie mial goraczki ani biegunki,strasznie chudl,pil duzo wody.wszystkie choroby odkleszczowe wykluczone,pasozyty i robaki wykluczone.
od znajomej dowiedzialam sie o ulmen rinde(specyfik kupiony w zielarskim-kora z drzewa ulm),zastosowalam pomaga pozbyc sie toksycznych substancji z organizmu,pomoglo wymioty ustaly.ale nie trwalo to dlugo moze z 1,5 tyg,znowu nawrot choroby jeszcze gorzej.lalo sie z psa przodem i tylem,myslalam ze to juz koniec.znowu antybiotyk i ulmenrinde,wymioty juz nie byly ciagle ale zdarzalo sie ulac mu 2-3 razy dziennie,biegunka minela.w klinice uczepili sie ze pies ma jednak bialaczke i dziwia sie ze jeszcze zyje.i tak cala walka trwla te 4 miesiace,ale......do czego zmierzam........otoz......
co sie okazalo.....
w zeszly tygodniu zauwazylam ze u miska znika kamien na zebach sam.znowu do weta,zapytalam sie dlaczego tak sie dzieje,byl w szoku i odpowiedzial ze to nie jest mozliwe a jednak u mojego psa tak sie stalo.droga domyslow i obserwacji psa zasugerowalam wetowi ze moze u psa jest nadkwasota i dlatego tak sie dzieje,tu przyznal mi racje.w tym momencie jakby go oswiecilo i stwierdzil ze pies moze miec nadkwasote zalodka ,wszystkie objawy tu pasuja.odstawienie wczesniejszach lekow i teraz podawanie leku ktory neutralizuje kwasy zaladkowe i zmniejsz ich produkcje. i co sie okazuje wymioty ulewanie apatia i szystkie objawy ustapily,pies zyczyna sam powoli jesc,biega,cieszy sie i widze ze wraca do zycia........teraz wiem ze moze go jeszcze nie strace.......
napisalam ten post zeby przestrzec innych,ja nie jestem wetem a okazuje sie ze sama zdiagnozowalam swojego psa...a chyba powinno byc odwrotnie,niepotrzebnie 4 miesiace moj pies sie tak bardzo meczyl i ja razem z nim.jestem wdzieczna bogu i mojemu psu rowniez ze walczyl tak zaparcie o swoje zycie.
nie moge tylko pogodzic sie z tym ze przez glupote o malo nie stracilam psa........
pamietajcie o tym co tu napisalam,byc moze komus to pomoze..........