Ludzie, weźcie na wstrzymanie. Nie chcecie pomóc, to nie trolujcie. Zdarzyło się - trudno. Mamy psy w domu odkąd pamiętam, a mam 27 lat. Zawsze była w domu jakaś suczka, a szczeniaki zdarzyły się trzeci raz. Nigdy żadnego nie oddaliśmy do schroniska, zawsze w okolicy ktoś przygarnął, czasami szczeniak zostawał z nami. I szczeniaki wcale nie szły do marnej budy do pilnowania składu węgla, ale do kochającego domu. Nie znacie mnie, a oceniacie. O aborcji przemknęło nam przez głowę, ale nie zdecydowalismy się. Zresztą nasz weterynarz i tak by się tego nie podjął. O usypianiu zdrowych szczeniąt też nie było mowy.
Nie każdy chce psa ze schroniska. Szczególnie na wsi ludzie wolą wziąć szczeniaka i wychować samemu. Także argument, że przeze mnie 4 psy pozostaną w schronisku odrzucam.
Suczki są już zamówione. Zostały dwa psy. Rosną bardzo szybko i już mocno rozrabiają. Są bardzo pogodne i ruchliwe. Rudasek będzie na pewno większy niż matka. Jeden z samców zapewne pojedzie do Poznania. Jeżeli nie znajdziemy domu ostatniemu, to pewnie zrobimy z niego karmę.