Witam :) zamierzam podać komórki mojej suni, która ma problemy z tylnimi kończynami, weterynarz stwierdził zespół końskiego ogona, nie robiliśmy rezonansu, bo suka jest młoda(4lata)więc na operacje odbarczenia i tak byśmy się nie zdecydowali - za duże ryzyko. Szukałam jakiegoś rozwiązania i trafiłam na komórki macierzyste. Dzwoniłam już do dr Kemileva i jestem bardzo pozytywnie nastawiona. Tylko czy to nie jest takie "zauroczenie"? Proszę napiszcie jak tam u Waszych futer bo zabiegu? Coś się poprawiło? Z góry dziękuję.
Edit: I jeszcze chciałam zapytać o kwestię jakiś badań. Czytałam w internecie, że trzeba wykonać badania krwi itd. żeby dopasować materiał i żeby w ogóle zakwalifikować psa do zabiegu. Zadzwoniłam ponownie do doktora i powiedział mi że to są jakieś bzdury. Czy Wasze psy miały takie badania? Czy one rzeczywiście nie są potrzebna a komórki są jakby "uniwersalne"? Chodzi mi oczywiście o komórki od obcego dawcy.