O żebraniu jest sporo, ale nie udało mi się znaleźć takiego przykładu jak mój, jeśli się powtarza - dajcie znać.
Mam wyżła weimarskiego, 6,5 miesiąca. Właściwie, oprócz jednego, nie ma z nim problemów wychowawczych, złoty dzieciak można powiedzieć.
Problem jest taki - za smakołyki/jedzenie zrobi wszystko! Nauczy się grac na pianinie, zatańczy lambadę - WSZYSTKO. Wykorzystuję to skrzętnie przy szkoleniu - w 90% od razu wraca na zawołanie, pozostałe 10% chwilę się zastanowi, po czym i tak wraca, umie zrobić siad, na miejsce, zostań, czekaj, aportuje - w zalezności od dnia, raz lepiej raz gorzej, ale są postępy. Ostatnio uczę go wypluwania tego co sobie znajdzie w krzakach - są duuże potępy, 6/10 wypluje.
Na początku jak chodziliśmy do parku, nie widziałam problemu jeśli ktoś ze znajomych psiarzy zapytała czy może dać szczeniakowi smaka. nie zdarzało się to na każdym spacerze, luz. Teraz jednak doszło do tego, że jak tylko mój pies wyczuje, że ktoś ma smaki w kieszeni, nie daj boże zauważy, że ktoś swego psa częstuje, nie odstąpi go na krok. Koniec wszelkiej zabawy, nie ma innych psów, maślane oczy, i wypatrywanie. Nie skutkuje "nie" i odciąganie, wraca z powrotem do swojej ofiary. Poprosilam już wszystkich, żeby niczego mu nie dawali. A w momencie, kiedy szczeniak zafiksuje się na jakąś osobę ze smaczkami biorę go na smycz i odchodzę. Czy to wystarczy? Co jeszcze mogę zrobić?