Witaj, ja tez mam fobię wściekliznową, więc doskonale Cię rozumiem. Po pierwsze wirus ginie po 2 godzinach, i nie ma opcji, aby zarazic sie z lawki itp, bo mimo, iz moze zyc, nie ma sily zarazic, potrzeba bezposredniego kontaktu, pokasanie do krwi lub oslinienie otwartej , krwawiacej rany, lub wtarcie swiezej sliny np w oko, co jest malo realne, ale teoretycznie mozliwe.
O tych kretach itp nie wiem, ale jesli te flaki byly na powietrzu to raczej wirus byl niegrozny, slaby , martwy lub wcale. Musialabys go takze wetrzec w swoje krwawiace rany, a takich chyba na palcach nog nie mialas?
Niestety, sama dzis zostalam polizana przez yorka wychodzacego z klatki schodowej, dodam, ze polizana w spodnie :) i boje sie, ze slina ze spodni przedostala sie na podloge, bo polozylam je na podlodze, potem mogla przejsc na nozki dziecka i dalej i dalej ...takie mam mysli. Dzwonilam nawet w tej sprawie do szpitala zakaznego i rozmawialam z pielegniarka, powiedziala, ze pies bedacy z czlowiekiem nie ma wscieklizny.
Gdyby slina zarazala -taka na powietrzu, to ludzie baliby sie zbierac grzyby :) ze o jagodach nie wspomne, a ludzie jedza je prosto z krzaka. Glosno bylo tylko o bablowcu, a mysle, ze gdyby ryzyko wscieklizny bylo realne to o tym by sie mowilo.
Pozdrawiam i sama prosze o ocene mojego ryzyka :)