W sobote musialam oddac mojego 4-letniego dobermana do innych wlascicieli :(
Psa oddalismy do kuzyna znajomego, ktory ma dom z ogrodem, dodatkowo zalezalo mu na psie, ktory potrafi strozowac. Psu zawiezlismy legowisko, ktore mial u nas, nowi wlasciciele przygotowali mu cos w stylu zagrody w ktorej bedzie przebywal.
Wczoraj dzwonilismy do nowego wlaciciela, mowil, ze pies malo jadl, wiecej pil, niewiele wychodzil z legowiska, przewaznie lezal.
A ja siedze i placze, bo martwie sie stanem (psychicznym) mojej suni, zaczelam sie bac, ze sie nie przyzwyczai. Najchetniej pojechalabym do niej w kolejny weekend, ale znajomy powiedzial, ze to psu zaszkodzi, bo cala trauma zacznie sie od nowa :(
Pocieszam sie, ze psu bedzie tam lepiej, bo u nas caly czas siedzial sam, tam bedzie mial ludzi caly czas, dodatkowo bedzie mial co robic.
Wiem, ze cala rodzina chodzili do psa, glaskali go itp (moja sunia jest przylepa), rano nowy wlasciciel wzial ja na smycz i wyprowadzil na zewnatrz, zeby zapoznac ja znow z otoczeniem. Czy mozecie mi powiedziec co jeszcze moga zrobic nowi wlasciciele, by pies szybciej sie zaadoptowal? A moze to jednak dobry pomysl, by do psa pojechac? Ile czasu trwa zanim dorosly pies przyzwyczai sie do nowego domu? :(
Bede bardzo wdzieczna za wszelkie rady.