Witam,
jestem właścicielem 13-miesięcznej suki Cane Corso (bez rodowodu, więc w typie). Kupiłem ją od pseudohodowcy, kiedy miała ok. 3 miesiące. Miałem możliwość przyjżenia się rodzicom (nie zauważyłem nic nadzwyczajnego w ich zachowaniu). Szczenięta zamknięte były w zacisznym kojcu, a było ich może 10 (dużo).
Tora (tak jej na imię ;)) boi się prawie wszystkiego, chociaż zauważalne są "jakieś" postępy. Największy problem stanowią dla niej obcy ludzie idący / jadący na rowerze za nami na spacerach. W takiej sytuacji zaczyna się kulić, szarpać i najchętniej uciekłaby prawie czołgając się.
Ogólnie na spacerze idzie na luźnej lub lekko napiętej (co staram się korygować) smyczy ze średnio podkulonym ogonem cały czas rozglądając się nerwowo we wszystkie strony. Przeraża ją również ruch uliczny, hałas, krzyki... A gdy spuszczę ją ze smyczy na łące biega z ogonem w górze (wygląda na szczęśliwą). Jeżeli spotykamy jakiegoś "stracha" każe jej usiąść i czekamy aż minie. I nie wiem czy w tej sytuacji powinienem ją pochwalić za to, że wykonała moje polecenie, bo wciąż się boi i nie chcę wzmacniać jej lęków.
W domu wśród osób które zna zachowuje się normalnie, jest posłuszna i karna. Jednak gdy przychodzą goście ucieka na górę i nie chce zejść.
W stosunku do psów nie przejawia strachu.
Dodam jeszcze, że od początku wychodzę z nią na spacery i nigdy jej nie uderzyłem.
A i mam jeszcze dwa inne psy w domu (cavalier i kundel).