Witam serdecznie wszystkie dogomaniaczki i dogomaniaków, i od razu przepraszam, że zamiast od miłego przedstawienia się, swój pierwszy wątek rozpoczynam od podzielenia się z Wami problemem.
Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, iż jako wielbicielka zwierząt wszelkich (poza pełzającymi ;)) - z kotami i psami na czele - i szczęśliwa współwłaścicielka cudownej golden retrieverki Megi, 2 przygarniętych kotów - Pucka i Melki oraz czasami potrafiącej dopiec papugi amazonki - Pedro (vel Pedrusi - po kilku latach okazała się papuzią samiczką znosząc niezalężone jaja :D) - od lat podczytuję to forum.
Wpisuję się w wątku klatki łapki, ponieważ nie chcę, jako nowa zakładać zupełnie świeżego tematu, a mój problem, czy raczej możliwość jego rozwiązania - właśnie z klatką łapką jest związany. I po tym przydługim, a nie ukrywam typowym dla mnie wstępie - przechodzę do opisu swojego problemu.
Od wiosny razem z mężem mieszkamy na działce w okolicach Sochaczewa - dokładniej w Tułowicach, gmina Brochów. Zbudowaliśmy tutaj letni domek i w tej chwili wciąż trwają prace budowlane na terenie działki. Ekipy, które kładą kamień praktycznie codziennie pozostawiają po sobie resztki jedzenia, które oczywiście lądują w workach na śmieci. I właśnie te wory od kilku tygodni, średnio co drugą noc - znajdujemy rano rozwleczone po działce. Jako, że są to duże, kilkuset litrowe worki - od początku podejrzewaliśmy, że może być to sprawka jakiegoś sporego psa. Jednak dopiero przedwczoraj w nocy udało się na kamerach monitoringu - zarejestrować wizytę gości. Okazało się, że są to aż 4 duże psy - pojawiają się na działce w środku nocy (przedwczoraj po 2). Na czarno-białym obrazie widać psy podobnej wielkości (oceniam je na ok. 40, 50 kg.), budowy dogowatej - 3 jasne, 1 ciemny - ewidentnie przywódca stada. Są bardzo ostrożne, najpierw jeden jasny robił rekonesans, potem 3 jasne stały na czatach, a ciemny poszedł po wór stojący na tarasie, po czym chwycił go i cała czwórka w te pędy wybiegła poza zasięg kamer (potem jeszcze wracały szukając zgubionych resztek). Pytałam ekipy budowlanej, pochodzącej z okolic - twierdzą, że nikt nie ma takich psów. Sąsiedzi, w wiosce - także nie są ich właścicielami. Mąż i ekipa budowlana widziały tę czwórkę w ciągu dnia, po przeciwnej stronie rzeki, nad którą jest działka - psy atakowały i goniły pasącego się cielaka. Obserwatorzy nie mieli szans odgonić psów, na rzece nie ma żadnego przejścia. Na szczęście po jakimś czasie psy odpuściły - albo się jedynie bawiły, albo uznały, że cielak to zbyt duża zdobycz.
Psy wyglądają na bezpańskie, najprawdopodobniej na co dzień żyją w Puszczy Kampinowskiej, która też jest po drugiej stronie rzeki. Wyglądają też - niestety na mocno zdziczałe. Dzwoniłam już do TOZ, ale usłyszałam, że zajmują się tylko interwencjami, a w sprawie wyłapania bezdomnych psów muszę dzwonić do gminy. W gminie - wczoraj po 17 nikt już nie odbierał, ale oczywiście zadzwonię w poniedziałek. Jednak mam sporo wątpliwości, czy ktokolwiek z gminy będzie odławiał psy w środku nocy (poza przypadkiem z cielakiem psy nigdy nie pokazały się w świetle dnia), dlatego szukam alternatywnego rozwiązania. Pobliskie schronisko dysponuje jedynie chwytakiem, a ani ja, ani mąż nie odważymy się podejść do tych psów na odpowiednią do użycia chwytaka odległość. Klatki łapki w schronisku nie mają.
Dlatego właśnie piszę ten post - prosząc o podpowiedź - gdzie mogłabym wypożyczyć, oczywiście za kaucją taką klatkę łapkę.
Wiem, że gmina zapewne jakieś działania podejmie, bo taki ma ustawowy obowiązek, ale szczerze wątpię, żeby w miarę szybko udało się im psiaki wyłapać. A nie ukrywam - że zależy mi na czasie. Chciałabym, gdy tylko zakończą się prace budowlane - przywieźć wreszcie wszystkie swoje zwierzaki, które teraz są w naszym "zimowym" domu, pod opieką córki i zięcia męża, ale - co oczywiste - zarówno zwierzaki, jak i my ciężko znosimy rozłąkę. Jednak - puki tych czterech psów nie uda się złapać - zwyczajnie boję się o życie i zdrowie swojej gromadki (zwłaszcza, że psy pojawiają się także w ciągu dnia).