Odnowię wątek.
Dzisiaj stało się coś strasznego, może moja nieodpowiedzialność, może-nie-wiem-co.
Wyszłam z Lunką (kundelek 6-miesięczny) i siostrzeńcem na spacer, chłopaczek mały ale zdawało mi się że rozgarnięty. Weszłam dosłownie na sekundę do sklepiku osiedlowego, zostawiając sunię na smyczy z malcem, uprzedzając go wcześniej że teraz wszystkie pieski są fe i jak jkaiś się zbliży to trzeba uciekać... Kilka sekund, chłopaczek krzyczy - wybiegam a Luna stoi za jakimś psem. Od razu stres, pytam młodego co się stało, no i z tego co zrozumiałam, tamten wlazł na nią wykonując ruchy kopulacyjne. Całość nie mogła trwać więcej niż minutę. Czy jest niebezpieczeństwo, ze sunia zaszła? To jej pierwsza ruja. Zadzwoniłam oczywiście od razu do weta, kazał iść z nią za 25 dni na USG twierdząc, że raczej w ciąży nie jest, a gdyby ewentualnie USG coś wykazało to do 45 dnia ciążę można usunąć (w jaki sposób już nie wyjaśnił, ja też byłam i jestem w takim stresie że nawet nie dopytywałam). Co o tym sądzicie? Powinnam zrobić coś jeszcze?
W dnu w którym badanie USG by wypadało akurat nie będzie mnie w Polsce, na pomoc rodziny nie mam co liczyć, czy jeśli badanie zrobiłabym np 35 dnia ewentualnej ciąży, usunięcie jej byłoby dla suczki bardziej niebezpieczne?
Z góry dzięki za odpowiedzi, wiem ze może trochę głupie pytania zadaję, ale to mój pierwszy pies w życiu, nie mam pojęcia co się robi w takich sytuacjach, mój błąd też że sterylkę ciągle odkładałam na później a tu proszę, cieczka mnie zaskoczyła...