Prosze nie kłamac, weterynarz nie mówił o karmie z biedronki, to było tymczasowe rozwiązanie, z braków finansowych, koszt leczenia Niry i początkowe zaopatrznie jej w potrzebne rzeczy troche nas wyniosło. Pies je u nas mało suchej karmy, dostaje gotowane mieso.
Prosze nie obrazac mnie i mojej rodziny, jestesmy bardzo dpowiedzialnymi ludźmi, właśnie dlatego że ma cieczke zabieramy ją na spacery do parku, w którym bardzo żadko są inne zwierzeta, po osiedlu chodzi zawsze na smyczy.
Niestety Nira w momencie kiedy trafiła do nas, nie umiała prawie nic. Niesłuchała sie nikogo. Zdarza sie że nie trzyma moczu. Przez pierwsze trzy tygodnie załatwiała sie w domu, oboje z mężem nie nadażalismy sprzatac. Trzeba było ją nauczyc załatwiać sie na dworzu. Oprócz tego nie umiała wchodzić po schodach, wnosilismy ją na 4 pietro przez pierwsze dwa dni. Samochód to był dla niej koszmar, bała sie do niego wsiadac.
Ogólnie jest bardzo łagodna, jednakże zdarzało sie kilka razy że gdy spokojnie lezała, a córka chciała ją przytulic warczała na nią (moze jest to skutek gnębienia przez dzieci, nie umiem powiedziec). Niektórzy tego nie wiedzą ale psa też trzeba uczyc i wychowywać jak dziecko, a nie tylko dawać jeść.
Nauczylismy ją wszystkiego od początku, włożylismy w to dużo pracy i czasu. Mąż podczas zabaw z piłką, nauczył ją komendy siad.
Jeśli chodzi o kaganiec, jest to zło konieczne, ale tylko w taki sposób może odłuczyc sie gryzienia, gdyz niestety na pogryzionych butach sie nie skończyło (mimo że ma swoje zabawki i cdziennie dostaje smakołyki do gryzienia). Byla u nas Pani Wiesława i pokazywaliśmy jak pies wyglada w kagańcu. Ma pełną swobode, między kaganiec a pyszczek można było włożyc trzy palce, dlatego spokojnie mogła sie napić wody. nie rozumiem pomysłu Pani Pauliny na trzymanie psa w klatce...
To tyle z mojej strony, nie wiem jak ktos kto nie widział psa i sytuacji może sie na ten temat wypowiadac...
My życzymy jej całą rodziną żeby znalazła jeszcze tak kochający dom jak miła u nas...