Jump to content
Dogomania

TheMadziorex

Members
  • Posts

    4
  • Joined

  • Last visited

TheMadziorex's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Nie chodzi mi o to. W bloku można mieć psa ale tzreba się wyjątkowo postarać. Jeśli masz dużo wolnego czasu to proszę. Co do wad, to faktycznie chrapią i mówiąc potocznie pierdzą. Często również się ślinią :) Nie wiem jak buldogi ale u mojego Bostona gdy zdenerwuje się, jest bardzo szczęśliwy, zdziwiony lub po prostu bez powodu dostaje "ataku". Wygląda to trochę jak astma. Pies dusi się. Wtedy trzeba mu zatkać nos, a jeśli to nie pomoże to ponieść go i dmuchnąć w nos (tak polecił mi hodowca). Nie jest to choroba, tak ma każdy boston (może buldog też?). Nie możesz w żadnym wypadku kupować mu obroży. Psy z krótką mordką muszą mieć szelki, gdyż w obroży częściej będą dostawały ataku. Mój pies ma takie, które mogą służyć również jako pasy do samochodu. Podróże buldogi dobrze znoszą. Mój pies boston (bostony są o wiele bardziej energiczne) przejechał ponad 3 tys km w wieku szczenięcym i nie sprawiał kłopotów (poza promem- wymiotował, ale było to chyba przyczyną dużych fal).
  2. Chodzi mi o to, że jeśli pies zostaje sam w domu to za bardzo nie pobiega. Oczywiście dom to nie podwórko, ale już coś. I proponuję chodzić często do parków i przynajmniej raz na dwa dni na jakąś godzinę żeby pobiegał po dworze bez smyczy. Oczywiście, jeśli piesek ma tego dnia ochotę, ale mój boston ma ją codziennie :D
  3. Pies w bloku to nie dobry pomysł. Do bloku radziłabym Yorka, ale jeśli marzysz o Buldogu nie powinno być problemu. Ja mieszkam w domu i tez zastanawialam sie nad ta rasą. Kupiłam jednak Boston Terriera. Taki wyższy chudszy i bardziej energiczny buldog. Buldogi są świtne dla dzieci. Chorób nie znam, ale Bostony mogą mieć wady wzroku i choroby skóry
  4. Hej. Teraz jestem właścicielką szczeniaczka :) Wcześniej posiadałam Labradora. Lucky (tak się nazywał) odszedł w czerwcu. Miał ok. 17 lat. Tak, jestem bardzo mała. Mam prawie 12 lat. Lucky był dla mnie trochę jak trzeci rodzic. Nie mogłam być przy nim przy jego ostatnich dniach. Jak przestał chodzić codziennie "masowałam" go, gdyż weterynarz twierdził, że to pomoże. Istotnie, pomogło. Potem niech chciał jeść. Po jakimś czasie pojechaliśmy do weterynarza. Lucky tam został... do końca życia. Teraz chciałabym jeszcze na choć 1 minutę zobaczyć go... Ciężko jest mi o tym mówić. Pochowaliśmy go na psim cmentarzu. Wizyta tam jeszcze bardziej mnie zdołowała. Jego imię napisano markerem "Lacky". Niby nic takiego, ale mnie bardzo to zabolało.
×
×
  • Create New...