Kochani Dogomaniacy, prosimy o pomoc w imieniu dwóch psiaków, które mieszkają pod chmurką koło naszej działki w gminie Rokiciny, pow. Tomaszów Mazowiecki.
Sunia mieszka tam już od pieciu lat i jest dokarmiana przez jednego z mieszkańców.
Schronienie znajduje w okolicznych lasach i ruinach starej cegielni.
Co cieczka rodzi dzieci, które są regularnie likwidowane przez tego Pana - oczywiście jeżeli uda mu się namierzyć miot, nienamierzone szczeniaki giną w niewyjaśnionych okolicznościach.
Teraz błąka się z nią jej syn- około roczny- to szczeniak, który przeżył jako jedyny z tego miotu.
Psiaki, jak przystało na psy dzikie nauczyły się unikać niebezpieczeństw, cały czas trzymają się swojego terenu i oczywiście nie podchodzą do ludzi.
Akceptują jedynie swojego karmiciela i zawsze ok. południa ładnie czekają na posiłek.
Pan dokarmia je, ale poza tym nie poświęca im więcej czasu.
I tu zaczyna się problem, ponieważ Pan jest chory, idzie na długie leczenie do szpitala i nie ma nikogo, kto mógłby dalej je karmić.
Psiaki mieszkają ok. 1,5 km od wsi, trzeba do nich dojść z jedzeniem lub dojechać rowerem, samochodem niestety sie nie da - chyba, że samochodem terenowym.
Już teraz jest to dla starszego Pana ciężko, a zastępcy niestety nie znajdzie.
Już raz była sytuacja, że Pan wyjechał na dwa tygodnie - sąsiad poproszony o dokarmianie chyba się z tego nie wywiązywał. Po powrocie Pan znalazł sunię bardzo chudą i zagrożoną ze strony innych mieszkańców, bo zaczęła polować na kury.
Psy nie nadają się oczywiście do domu, są nieufne, nie podchodzą do innych ludzi poza opiekunem.
Przydałoby się dla nich jakies miejsce, gdzie mogłyby się zsocjalizować, ale przede wszystkim teraz, gdy stracą karmiciela zagrożony jest ich byt.
Psy można złapać jedynie na sedalin lub palmer, ale jedyną alternatywą na ten moment są Wojtyszki.
Błagamy o pomoc dla tych psiaków.