Czesc. Pare dni temu (moze z tydzien) zaadoptowalismy 10 tygodniową labradorke (nie ma jeszcze imienia, bo nie mozemy sie zdecydowac, wiec bede ja nazywal po prostu sunia :) )
Sunia umie juz sikac na dworze, po prostu siada obok drzwi i piszczy, lecz gdy jeszcze nie umiala, sikala w domu, a ja glupi sluchajac ciotki, krzyczalem na nia i klepalem po tylku. Krzyczalem takze na nią, gdy mnie mocno gryzła lub roznosila jedzenie po calym domu. Pozniej doczytalem sie w internecie, że nie wolno na male szczeniaczki krzyczec, a tym bardziej bić i był spokój, nic więcej jej nie robiłem. Od przedwczoraj strasznie nas irytowała (mame i brata, z którymi mieszkam), gdy chciala wyjsc siku udawała że sika i uciekała na droge (mieszkam na wsi), za każdym razem, wczesniej tak nie bylo. Postanowilem, że bede z sunią wychodził na smyczy, lecz na smyczy w ogole nie chce szczac, tylko dopiero w domu jak zdejme jej tę smycz. Zamykanie bramy i furtki raczej nie wchodzi gre, bo wraz z domem mamy sklep. Do tego właśnie jeszcze idzie za każdym człowiekiem, który wychodzi ze sklepu i musze za nią latać. Od wczoraj zostałem sam w domu, brat praca, mama praca i to jeszcze na noc+dzień, wiec ogolnie do konca tego weekendu bede prawie caly czas sam w domu. Dzisiaj chciala wyjsc siku, wiec wyszedlem bez smyczy, ale uciekała mi cały czas, na droge i w pole, z 200m od domu, ale dobra, nic jej nie zrobilem. Potem ponownie chciala i zrobila to znowu, i znowu. Nie wytrzymalem i tak sie wkurzyłem (musze sie caly czas nia zajmowac, nie moge znalezc chwili dla siebie), że nakrzyczałem na nią i sprzedałem jej 2 porządne klapsy w dupe. Przestała piszczeć, ale tylko na chwile, piszczała cały czas, żeby wyjść, wiec sie wkurzyłem, przynioslem karme, miske z woda, jej poduszke i zabawki do korytarza i zamknalem na prawie godzinke. Popiszczała z 15 min i zasnela. Potem sie obudziła, uspokoiła sie, zrobilo mi sie glupio i wypuscilem ja, zrobilem caly dom dla niej, lecz i tak biegała po całym domu, piszczała, nie chciała sie ze mną bawić i sika doslownie co 20 sekund w całym domu, ale mało, tak kropelkami. Mam wrażenie, że ona sie mnie boi :(
Obecnie śpi z 1,5m obok mnie pod grzejnikiem, pewnie jak sie obudzi to znowu bedzie przede mna uciekala, piszczala i sikała po całym domu. Jak mam to naprawić? Nie chce, żeby sunia cały czas sie mnie bała :( Nigdy juz jej nie uderze, ani nie nakrzycze, bede uzywal tylko systemu nagród, a jej wybryki - ignorował, lub karał zamykając na jakiś czas w przedpokoju. Po prostu nigdy nie wychowywałem psa w domu, to moj pierwszy raz. Dziękuję za przeczytanie, proszę o pomoc i pozdrawiam! :)
PS. Zapomnialem dopisac, że sunia nie szczepiona, bez rodowodu, wzięta od "znajomych-znajomych".
PS2. Doszedlem do wniosku, że może to być po prostu przeziębiony pecherz, jak sie nie myle. Ewentualnie tęskni za mamą i bratem. Co wy na to?