Mam nadzieje, ze w koncu trafilam na odpowiednich ludzi. Mam bowiem problem z psem i jest on troche inny od tych opisanych na forum. Moj jack russel terrier (Boze, dlaczego kupialm terriera...) jest notorycznym uciekinierem. W marcu skonczy 2 lata. Ucieka juz przynajmniej od roku. Mieszkamy na rancho i trudno pilnowac psa - owczarek australijski hasa sobie swobodnie, nie mamy zadnych sasiadow. Maly Ozzie musi wychodzic na lince.
Przeszedl szkolenie podstawowe, ma przerobioncyh okolo 20 godzin, wiecej nie trzeba bylo. Wszystko dziala perfekcyjnie. Mozna go zawolac, przychodzi. Jedynie trudno go chwalic - absolutnie nie interesuja go zabawki ani aportowanie, reaguje jedynie na dzwieki. Niestety, mimo nadzieji, szkolenie nie przynioslo rezultatu. Chodzi pieknie przy nodze, dopoki nie zobaczy chociazby ptaka na niebie. Wtedy odwolania sie koncza. Nie pomoglo szkolenie na lince.Nastepnie pomysl na ogrodzenie elektryczne - w uniesieniu tez przez nie przebiega, chociaz po drodze piszczy. I w koncu... obroza elektryczna. I to wlasnie ostatnio z nia uciekl za zajacem, o 21. Szukalismy go 3,5 godziny. Nie znalezlismy. Wrocil dopiero sam - pierwszy raz.
Rece nam opadaja. Szkoleniowcom tez. Szkoda, bo mamy tyle terenu, a pies musi chodzic na lince.
Macie jakis pomysl, porade? Czy po prostu jest skazany na smycz?