Jump to content
Dogomania

juliszka

New members
  • Posts

    1
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by juliszka

  1. Zaczęło się niewinnie. Moja sunia, jamnik, lat 10 zaczęła więcej pić i co za tym idzie więcej siusiała. Trwało to może około miesiąca. Mieszkamy w Norwegii i na święta jechaliśmy do polski, więc postanowiliśmy odwiedzić panią weterynarz która już wcześniej zajmowała się naszym pieskiem. W wigilię nasza sunia po siusianiu nie mogła iść, kładła się na chodniku i trzeba było ją zanosić do domu. Przetrwaliśmy święta (mieszkamy w małym miasteczku więc o weterynarzu całodobowym nie ma mowy), 27 grudnia pojechaliśmy do weterynarza, opisaliśmy objawy i pani weterynarz zbadała Sonię. Stwierdziła chore serce, powiększoną wątrobę, a co do trudności w poruszaniu się to powiedziała że pies ma zapalenie stawów. Pobrała krew do badania, dała suni antybiotyk i kazała przyjść 29 grudnia. Zauważyliśmy lekką poprawę ale trudności w chodzeniu nie ustąpiły. Gdy pojawiliśmy się po raz drugi pani wet miała już wyniki krwi i powiedziała, że potwierdziło się to co powiedziała wcześniej. Podała kolejne zastrzyki, mnóstwo tabletek i skasowała nas 400 zł. Mieliśmy jeszcze przyjść 31 na kolejny zastrzyk. Do 4 stycznia było jako tako ale 5 stycznia stan się pogorszył. Planowany powrót do Norwegii mieliśmy na 7 stycznia i byliśmy przerażeni ,że pieskowi nic nie pomogło. Sonia potykała się o własne nogi, była apatyczna, leżała tylko na swoim posłaniu które podsunęłam jak najbliżej mnie bo inaczej leżała by na podłodze przy moich nogach. 6 stycznia ponownie pojechaliśmy do pani weterynarz która zrobiła suni usg. Po badaniu okazało się, że nie ma żadnych problemów z wątrobą tylko jedna nerka ma niewielkie zmiany. Powiedziała nam, że kiedyś ta nerka da o sobie znać ale jeszcze nie teraz. Pies dostał zastrzyk, sterydowy lek przeciwzapalny i przeciwbólowy. Po zastrzyku jakby trochę było lepiej. Następnego dnia wyruszyliśmy w podróż (17 godzin), po 3 godzinach pies zaczął wymiotować i powtarzało się to co godzinę. Początkowo sunia jeszcze piła wodę ale potem nawet nie chciała na nią patrzeć. Patrzeliśmy na jej męki i mieliśmy strach w sercach. Do Norwegii zajechaliśmy o pierwszej w nocy, nie miała siły, była wyczerpana, siedziałam z Sonią do 5 próbując ją trochę nawodnić. Rano 8 stycznia (niedziela) złapałam za telefon i zaczęłam szukać kliniki weterynaryjnej otwartej w niedzielę. Znalazłam. Wzięliśmy psa, wyniki badań z polski, leki zapisane przez panią weterynarz i pojechaliśmy. W klinice zanim opisałam co jest psu i zanim ją zbadał, pokazałam weterynarzowi wyniki krwi. Gdy tylko na nie spojrzał wiedział co dolega psu. Z powodu chorych nerek nastąpiła MOCZNICA. Sunia dostała leki wzmacniające, przeciwwymiotne i kroplówkę. Wet kazał zostawić psa i przyjechać za parę godzin. Po sunię przyjechaliśmy o 20, wyglądała lepiej, na mój widok zamachała ogonem. Ucieszyłam się że jest lepiej ale wet powiedział, że nie daje gwarancji na wyzdrowienie psa. W domu wykąpałam i wysuszyłam Sonię, bo śmierdziała wymiocinami, oczyściłam dziąsła bo mocznik się tam zbierał i powodował wymioty. Położyliśmy ją na czyste posłanie. Trochę wypiła wody. O godzinie 24 Sonia ODESZŁA. Zostały nam tylko zdjęcia i żal, że pani weterynarz przez brak wykształcenia doprowadziła do śmierci naszego psa.
×
×
  • Create New...