Odświeżam wątek ponieważ mam problem z moją czteromiesięczna suczką. Jest u nas blisko od miesiąca i od samego początku próbujemy z mężem przeciwdziałać jej ciągnięciu na smyczy. Niestety bezskutecznie... :( Nadmienię, że pies u hodowcy nie był przyzwyczajony do chodzenia na smyczy. Problem mimo naszych starań powstał u nas. Jest to nasz pierwszy pies i biorę pod uwagę, że błąd może leżeć po naszej stronie ale już nie wiem co robić. Od początku pies był uczony, ze nie może się swobodnie poruszać, kiedy ciągnie ale problem istnieje. Już próbujemy wszystkiego. Metoda drzewka jest kompletnie nieskuteczna. Jej nie przeszkadza, ze stoimy. Kiedy już poluzuje smycz to po starcie ZAWSZE od razu zaczyna ciągnąć. Kiedy wprowadziłam nagrodę za poluzowanie smyczy to nadal ciągnęła ale kiedy się zatrzymywałam wracała do mnie po smakołyk po czym znowu natychmiast zaczynała ciągnąć i tak w kółko. Nie ważne czy to pierwsza próba czy setna. Zmiana kierunku też jej nie zraża bo zupełnie nieistotne jest dla niej w którym kierunku idzie, ważne jest, że ciągnie. Cofanie się do linii startu i próba dojścia do nagrody coś tam daje ale tylko w domu kiedy za trzydziestym razem widzę, ze bardzo się pilnując uda się jej przejść spokojnie parę metrów. Ale żeby powtórzyć ten sukces potrzebuje kolejnych piętnastu prób po czym znowu piętnastu itd. Ale na dworze to nie skutkuje. Nie jest mocno pobudzona. Nie dusi się ciągnąc. Po prostu MUSI iść na napiętej smyczy... Co robić? Ponadto nigdzie nie jest napisane co robić kiedy pies ciągnie w tył i na boki bo z tym również mamy duży problem... Proszę pomóżcie bo ten pies to owczarek niemiecki i już teraz bolą mnie ręce po powrocie ze spaceru. Nadmienię, że z końcem roku straciłam pracę wiec żaden płatny szkoleniowiec nie wchodzi w grę...