Sarna170
Members-
Posts
23 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sarna170
-
[quote name='Fela'] [B]Sarna, jak długo trwa ten stan?[/B][/QUOTE] Pierwszy atak był w czerwcu, sierść zaczęła wypadać w sierpniu, chudnąć zaczęła w październiku. Odrobaczana była w czerwcu 2011r, razem ze szczepieniem p/wściekliźnie. Resztę napisałam w poprzednich postach. także nt właściciela psa. Została wyeliminowana ze stada po ostatnim pogryzieniu mojej suki w październiku. No taka dziwna jestem, że chciałam zabezpieczyć drugiego psa i konie przed pogryzieniem. [quote name='Fela'] [I](więcej nie piszę, bo obiecałam być powściągliwa, choć naprawdę nie jest to łatwe, po tym, jak zobaczyłam sukę, która jest od ponad roku pod opieką)[/I][/QUOTE] Wiesz, możesz pisać w nawiasach, tłustym drukiem, kursywą i czym tam uznasz za słuszne. Możesz też wielkimi literami wykrzyczeć, co tam sobie wymyśliłaś na mój temat. Ale to i tak nie zmieni faktów, że zajęłam się psem, którego jak zachorował widziało trzech weterynarzy i żaden z nich nie wiedział co trzeba zrobić, aby psa zdiagnozować. Więc bardzo Cię proszę, nie marnuj energii na domysły. Chcesz, zadzwoń do mnie, chętnie porozmawiam z Tobą na temat Diny. W razie wątpliwości zapraszam na inspekcję dobrostanu pozostałych zwierząt. I nawet książeczki zdrowia i paszporty hodowlane dam do wglądu. [quote name='DONnka'] [B]Sarna170,[/B] Ty proponowałaś 50 zł / miesiąc - czy to jest aktualne ???[/QUOTE] Tak.
-
[quote name='DONnka'][B]Sarna170[/B], mogłaś zasugerować chociaż, że stan suni raczej nie nadaje się, żeby Ją już ogłaszać Teraz okazało się, że moje starania były daremne a pieniążki źle wydane...[/QUOTE] Wiesz, ja nie ukrywałam niczego. Wysłałam obfotografowaną sukę, żeby było jasne, jak wygląda. Nie wiem, jakie macie wytyczne dotyczące ogłoszeń. Powiem więcej, zaznaczałam wyraźnie, że wygląda źle, że jest źle, że chuda. A wtedy dostałam prośbę, żeby dosłać lepsze zdjęcia, bo na tych wygląda źle. Więc proszę, nie zarzucaj mi, nie sugeruj, że cokolwiek chciałam ukryć, albo zachowałam się nie fair, bo przyczyniłam do zmarnotrawienia pieniędzy. W świetle prawa Dina jest psem bezdomnym, który przybłąkał się, więc jest w gestii gminy zajęcie się takim psem. Tego samego dnia po potrąceniu pojechałam z nią do lecznicy i zgłosiłam, że się przybłąkała. Zabrałam do domu - miałam wyrzucić na ulicę? Szukałam właściciela, który nie odnalazł się. Było oczywiste, że będzie musiała mieć inny dom, jeśli będzie niebezpieczna dla mojej suki. I po kilku miesiącach tak właśnie się stało. Po pogryzieniu została zgłoszona do gminy, a z tamtąd do hycla, więc tym samym gmina przyznała, że jest jej "właścicielem." Zanim ten ją odebrał, skontaktowałam się z weterynarzem, który prowadził jej obserwację zleconą przez Sanepid. W trakcie obserwacji było dwóch weterynarzy i cztery wizyty. Dina była przez nich oglądana pod kątem diagnozy choroby skóry. Została oceniona na "wyglądającą źle" i zalecane: odpchlenie w celu wyleczenia uczulenia od pcheł. Następny pomysł to Biodylon do smarowania skóry. Kolejno był Panthenol. Wszystkie te działania nie dały rezultatu. Jeszcze w trakcie ostatniej próby leczenia (Panthenol) zaczęły się toczyć działania adopcyjne. Nie była zostawiona bez opieki weterynaryjnej, jak myślą lub sugerują niektóre z Was. Inną rzeczą jest skuteczność diagnostyczna weterynarzy. W sumie widziało ją trzech lekarzy i efekt jest taki, jak widać. Żaden nawet nie wspomniał o pobraniu krwi. Ja nie jestem weterynarzem, nie wiem, jak i co powinno się badać u takiego psa. To idiotyczne, że ktoś, kto zajmuje się chorą znajdą musi się z tego tłumaczyć, w dodatku za weterynarza. Przecież mogłam zachować się jak kołtun bez uczuć i wywieźć ją, zostawić w lesie, bo zrobiła się brzydka, rozchorowała, ba! ZNUDZIŁA MI SIĘ. Również problemem nie jest znalezienie hycla. Każdy kij ma dwa końce. Zapewne mogłam zrobić więcej, lepiej, zrobiłam ile wiedziałam, mogłam, umiałam. Powtarzam raz jeszcze - nie oddałabym Diny, gdyby nie jej agresywne zachowanie w stosunku do zwierząt, szukałabym innego weterynarza.
-
[quote name='auraa']Nie, suka jest w złym stanie psychicznym i fizycznym.Jest przerażona, niezwykle pobudzona i bardzo chuda.[/QUOTE] Właśnie cały czas o tym mówiłam. Suka przyszła do mnie bardzo chuda, szybko nabrała masy, a potem zaczęła chudnąć. Codziennie dostawała ok.3 kg jedzenia - gotowane mięso, warzywa, ryż, witaminy, 3x w tygodniu dodatkowo surowe mięso, korpusy ok 1.5 kg a mimo tego wygląda tak źle. Wygląda, jakbym nie karmiła psa... Dina była odrobaczana i szczepiona.
-
[quote name='DONnka']Czy to znaczy, że nie miałaś ani jednego zapytania o Dinkę z ogłoszeń i dwóch aukcji allegro :crazyeye: Ostatnio wykupiłam Jej kolejną aukcję [URL]http://allegro.pl/show_item.php?item=2051399702[/URL] Miej telefon przy sobie :)[/QUOTE] Mój telefon milczy :-( , a śpię z nim :-)
-
[quote name='bela51']Czy ona po ewentualnej sterylce wraca do Sarny, czy jedzie do hotelu ?[/QUOTE] Na dzień dzisiejszy - tak.
-
Dina właśnie pojechała z [B]sylwija[/B] i Jej mężem. Biedna, jak Ich zobaczyła uciekła. Nie chciała nawet zbliżyć się. Jak podeszłam do niej cała się trzęsła, przywarła do mnie i do ziemi, za Chiny nie chciała iść. Patrzyła na mnie błagalnie. Strasznie to wyglądało :-(. Skusił ją dopiero smakołyk od [B]sylwiji[/B]. Dziękuję. Idę sobie :-(.
-
[quote name='sylwija']co to znaczy?[/QUOTE] Jak już zapewne zorientowałaś się, Dina nie lubi zamknięcia i tutaj jest właśnie problem, bo w transporcie musi być w bezpiecznym dla kierowcy miejscu, tzn. w bagażniku kombi najlepiej z kratą lub klatce do przewożenia. Nie zdecydowałabym się wieźć jej na tylnym siedzeniu, bo wskoczyłaby na kolana kierowcy. A do SGGW jest kawałek... Problem dla mnie, bo jeżdżę sedanem. Agresji w stosunku do człowieka żadnej.
-
Niestety, jest coraz gorzej. Już nie mam możliwości trzymania Diny. Wyskakuje absolutnie dowolnie, co dziś o mało nie skończyło się tragedią, bo powiesiła się na ogrodzeniu, nogi nad ziemią. Wisiała tak parę minut zanim nie została odcięta, zaalarmował nas sąsiad. Nie może być na łańcuchu, bo musiałby być tak krótki, że nie wejdzie do budy, inaczej skacze na ogrodzenie. Inaczej niż do ogrodzenia przypiąć jej nie mam jak. Wyrwała rynnę z dachu stajni, skaleczyła łapę. Napada na moją sukę. Jest tak zdeterminowana, że prędzej się zabije, niż pozwoli zamknąć się w kojcu lub uwiązać, a luzem nie może chodzić! Mam czas tylko do czwartku, potem wyjeżdżam. Tragedia... :-(
-
Dziewczyny, jestem ZA, żeby tylko pomóc psicy. Odległość nie jest problemem, dużo jeżdżę, ale z psem nie mam jak. Ona musi jechać w kombi, najlepiej z kratą a ja teraz jeżdżę sedanem, a wiecie już jak reaguje na zamknięcie. Z tylnego siedzenia wskakuje na kierowcę, więc odpada. Po sterylizacji może do mnie wrócić na czas rekonwalescencji i znalezienia domu.
-
[quote name='DONnka']A to byłaby stała czy jednorazowa deklaracja ???[/QUOTE] dla Diny stała, jeśli oczywiście da radę jednak dać jej hotel. Płakać mi się chce, jak ją widzę. Nieszczęśliwa jest :-( Miesięcznie?
-
Nie jestem pewna jak powinna odbywać się deklaracja na hotel, ale z mojej strony 50zł. Podrzucicie, co mam zrobić dalej?
-
[B]DONnka, :kiss_2:[/B]
-
[quote name='Czy [B']sarna170[/B] wyraża zgodę, żeby to Jej namiary umieścić w allegro i kolejnych ogłoszeniach ??? Mogę zamówić suni mega pakiet 120 ogłoszeń, ale to chwilę potrwa[/QUOTE] Wyrażam, oczywiście, tak jak rozmawiałam z [B]auraa. [/B]Niestety, Dina znowu zerwała się z łańcucha, wyskakuje. A moja starsza suka musi mieszkać w zamknięciu, w stajni :-(. Za dużo czasu nie mam, niestety :shake:. Pomóżcie...
-
[quote name='auraa']Co na to sarna170?[/QUOTE] Nie widzę przeszkód :-). Nie wiem tylko, co z jeżdżeniem samochodem, bo trzeba ją zapakowywać, sama nie wskakuje. Robi się guuuumooowaaa i "wnoś mnie, ja nie wchodzę", ale jest spokojna podczas jazdy. Myślę, że to kwestia jej przeżyć - najprawdopodobniej została wyrzucona z auta, a potem jeszcze przecież potrącona. Tylko co z jej skórą? Trzeba ją dalej diagnozować, a pewnie potrzebne będą leki przez dłuższy czas (najprawdopodobniej zaburzenia w obrębie nadnerczy i/lub tarczycy). Pan nie przestraszy się?
-
[quote name='DONnka']To tym bardziej zrozumiałe, że jest zdeterminowana, żeby się uwolnić :shake:[/QUOTE] Ja to wszystko wiem. To, że chce się uwolnić jest absolutnie zrozumiałe, najgorsza jest jej agresja wobec innych futrzaków i zazdrość. Jak i to, że u mnie NIE MA SZANS na występy solo (pies, kot, 18 koni, psy "bywające"). A nie chcę, żeby zginęła, szkoda jej. Dla człowieka jest bezpieczna, jeśli będzie PSEM PROWADZONYM przez właściciela o silnej osobowości. Tego jestem pewna, bo widzę jaki ma stosunek do mnie i do innych. Przy dzieciach znak zapytania. Nigdy śladu niepokojącego zachowania, ale jestem nieobiektywna po tym, jak widziałam, co zrobiła z moją suką.
-
Ależ ja się nie dziwię. Pisałam, że za płotem ma psa, którego stara się ugryźć, z drugiej strony konie, druga suka też zagląda, bo "pasie" i pilnuje koni.
-
Jedynie incydentalnie, na chwilę wyprowadzania i sprowadzania koni, zawsze razem z drugą suką. Na spacery też chodziły razem. Aż pewnego razu wracając ze spaceru nie wpuściła drugiej na posesję...
-
Nie wiem, może przypadek, bo ogniwo było osłabione. Nie wiem... Ale to świadczy tylko o jej determinacji.
-
Wiecie co, wydawało mi się to niemożliwe, ale Dina... zerwała łańcuch.
-
Niestety, psica MUSI być na łańcuchu. Wyskakuje z kojca kiedy chce. Nie znosi zamykania. To nie kwestia powierzchni, bo kojec ma ok. 25m kw. tylko CZŁOWIEKA, do którego może się przykleić. Będzie z nią gorzej i obawiam się, że zostanie tylko jedna droga... Nie jest potworem, ale musi trafić w odpowiedzialne, asolutnie świadome ręce. Możliwe, że po poprowadzonym od początku szkoleniu, które trzeba jej zrobić, bo zostało zarzucone da się bardzo fajnie zsocjalizować. Dziś dobiegała do mojej suki, która jej unikała, ale jak tylko pojawiłam się w zasięgu wzroku zaczęła kłapać na nią. Na szczęście dała się odwołać i zamknąć. Gdybym podeszła bliżej byłoby po ptokach.
-
Dziewczyny, sytuacja jest bardzo poważna. Dina znowu wyskoczyła z kojca i dopadła do mojej suki. Co gorsza gdy brałam ją za obrożę, żeby zaprowadzić do kojca zaczęła kłapać zębiskami, chcąc złapać mnie za rękę. Niby w zabawie, ale ostrzegawczo. Obawiam się, że skończy się powrotem na łańcuch, albo... już sama nie wiem. Muszę ją odizolować skutecznie, moja suka nie może mieszkać w stajni.
-
Witam. Podchodzę do suki i sprawy mimo groźnych perturbacji bardzo emocjonalnie, stąd pewnie i wpis ma taki wydźwięk. Doskonale rozumiem, że znalezienie domu dla takiego psa może być trudne. Zaczekam, jeśli to będzie powiedzmy kwestia miesiąca. Wiem, że to być może zbyt krótko, ale to i tak jest ryzykowne, bo jak pisałam Dina zaczęła wyskakiwać z kojca a ja mam małe dzieci i zwierzęta. Im dłużej psica będzie tutaj, to tak naprawdę gorzej dla niej, bo teraz rzeczywiście jest wyeliminowana ze stada i będzie starała się za wszelką cenę dołączyć. I jestem przekonana, że siłą... Ona się spala, to widać. Dina jest kochaną suką, oddaną, wpatrzoną. Przyklejona do człowieka, wsłuchana, chętna do pracy, co koniecznie trzeba wykorzystać, bo jest energiczna. Jest czujna. Namiętnie kradła moje buty ze schodów, ale nie gryzła tylko spała z nimi. Nie kopie w ogrodzie. Nauczona nie wchodzenia na trawnik szanuje granice. W przeszłości zapewne była bita - boi się każdego przedmiotu podnoszonego z ziemi, na widok patyka czy bata przywiera do ziemi, przymyka oczy ze strachu. Samochód to też dla niej bardzo trudny temat. Myślę, że może mieszkać w bloku, bo będzie blisko człowieka. Co do dzieci - nie odpowiem jednoznacznie. Raczej tak, bo w stosunku do moich dzieci była absolutnie podporządkowana, w tej chwili trudno mi gwarantować za jej reakcje.
-
Witam, trafiłam na wątek zupełnym przypadkiem podczas poszukiwania formy pomocy i nowego domu dla mojego psa. I okazało się, że bohaterką wątku jest moja Dina. To ja jestem tą złą panią, która "chce" ją oddać... Dla jasności... Dina przybłąkała się do mojej wsi w zeszłym roku. Została potrącona przez samochód, zakrwawioną, przepędzaną przez "dobrych" sąsiadów zabrałam do weterynarza. Nikt jej nie szukał. Została u mnie razem z moją ONKą. Funkcjonowały razem, jadły z jednej miski, wszędzie razem, ze mną razem, na wycieczki do lasu, w razie konieczności zamknięcia - w jednym kojcu. Aż suka nabrała pewności siebie i dziewczyny same postanowiły ugruntować pozycje w stadzie. Szybko nastąpił drugi atak Diny w trakcie biegu do lasu. I właśnie wtedy Dina złapała mnie za rękę, a chciała sukę, którą trzymałam za obrożę. Nie wkładałam im ręki do pysków - dla jasności. Hycel kontaktował się sam, nie ja z nim, ponieważ po pogryzieniu i wizycie w szpitalu placówka wysłała pismo do Sanepidu o konieczności obserwacji psa, a pies został zgłoszony do gminy jako przybłęda. Z NAKAZU weterynarza pies musiał zostać odizolowany od wszystkich zwierząt i przypięty na łańcuchu poza ogrodzeniem. Nie dyskutowałam nawet z jego zdaniem, szczególnie po przedstawionej mi wizji serii bolesnych zastrzyków dla całej rodziny w przypadku zniknięcia psa. Po zakończonej obserwacji Dina została przeniesiona do kojca i niestety nie może wychodzić, bo jest agresywna do innych zwierzat. Przez płot mieszka pies sąsiadów, na którego również się rzuca i próbuje złapać za pysk (udało jej się). Goni konie po pastwisku, nie dla zabawy, ale stara się złapać zębami za nogi, łopatki. O dziwo najbardziej tolerancyjna jest w stosunku do kotów. Jest mocno terytorialna. Karmiona jest jedzeniem gotowanym - mięso, ryż, warzywa, incydentalnie suchym. Niestety, bez względu na rodzaj diety skóra nie wykazuje szczególnej poprawy, więc najprawdopodobniej to nie alergiczne schorzenie. Według mnie najbardziej destrukcyjnie wpływa na nią stres, podejrzewam też kłopoty z układem hormonalnym, nadnerczami. Dina je niewyobrażalne ilości karmy, każdą ilość w tempie błyskawicy, a w tej chwili jest chuda, a wrażenie to potęguje licha sierść. Była leczona na choroby grzybiczne, atopowe zapalenie skóry. Nie drapie się, skóra nie jest zaczerwieniona. Jest odrobaczona, odpchlona, zaszczepiona p/wściekliźnie. Nie oddam suki byle komu, tylko komuś, kto dopilnuje jej sterylizacji, stąd prośba do weterynarza o pomoc. I przykro mi się zrobiło, jak przeczytałam Wasze komentarze, że pies jest na łańcuchu, cierpi, zaniedbany, że chcę ją oddać hyclowi. Gdyby tak było, nie byłoby dla kogo zakładać tego wątku i nikt by się nie dowiedział, że taki pies istnieje. Gdybym o nią nie dbała to nie zawracałabym sobie nią głowy, traciła czasu i wkładała serca w szkolenie, leczenie. I NIGDY nie oddałabym jej, nawet nie wiecie, jak mi ciężko. Ale muszę... Mam trójkę małych dzieci, a wczoraj Dina wyskoczyła z kojca (żadna wysokość nie jest przeszkodą) i o mało nie skończyło się tragedią dla mojej starej suki... Dziękuję Wam. Pozdrawiam Grażyna Murawska P.S. Do [B]auraa [/B]- Dina jest bezpieczna, ma gdzie mieszkać, co jeść. Znajdźcie jej "tylko" jak najszybciej DOM i wtedy zabierzcie, a pieniądze na hotel zostawcie dla innej bidy. Ale rzeczywiście jak najszybciej...