Witam,
mam problem z pieskami, z którym nie mam pomysłu jak sobie poradzić, może ktoś z Was coś doradzi. Rodzice mieszkają poza miastem, mają dwa psy wilbox (mix wilczura z bokserem) 8 lat samiec i boston terier 9 lat suczka, wraz z małżonką mamy 7 miesięcznego buldoga francuskiego – suczkę. W związku z tym, że rodzice mają domek i podwórko gdzie pieski mogą pobiegać często do nich jeździmy.
Wszystko było fajnie i spokojnie, zwierzaki się bawiły aż tu jakieś dwa tygodnie temu bostonka rzuciła się na buldożkę i od tego czasu koniec, suczki nie mogą przebywać w tym samym pomieszczeniu, bo od razu bostonka rzuca się na buldożkę. A ostatnio buldożka już chyba nie wytrzymała i też zaczęła odwzajemniać ataki. Duży pies na szczęście się w to nie miesza.
Dziwnym jest, że takie akcje zaczęły się nagle i nie zaobserwowałem aby byłby czymś konkretnym sprowokowane. Wcześniej wszystkie psy bawiły się razem, a teraz każda wizyta u rodziców, to na zmianę, trzeba jedną albo drugą zamykać.
Dodam, że bostonka, ma już reumatyzm i jest prawie całkowicie ślepa – a to ona prowokowała ataki. Buldożka z kolei jest już teraz od niej większa i masywniejsze.
Czy macie jakąś radę jak towarzystwo pogodzić?
Stawiam zwierzaki na ziemi i póki je trzymam, to wydaje się być wszystko OK, ale wystarczy je puścić – od razu ogień w oczach.
Co ciekawy gdy jedna leży na kolanach, druga wpycha się obok i jest spokój.
Macie jakiś pomysł?
Pozdrawiam