Zaczelo sie jak ja sie rozchorowalam i nie bylo mnie miesiac w domu,podobno nie chciala jesc,kazalam sobie ja przyprowadzic do szpitala,zostala z moimi rodzicami,nie ukrywam ojciec lubi sobie wypic,moze cos zrobil i nie pamieta,od malenstwa bawila sie z dziecmi,az wracalam autem z nia i kolezanki synkiem,spala na tylnim siedzeniu,tylko ja dotknol a ona zaczela go grysc za raczke,bylam w szoku,spi u mnie w nogach,ale jak zrobie gwaltowny ruch to mnie tez ugryzie,sama podchodzi do glaskania,caluje ja przytulam a ona nagle potrafi sie cala najezyc i robi sie sztywna i odrazu pokazuje zeby,zeskakuje i ucieka w kat,ja jej nie bije,krzycze czasem jak sie nie slucha.nawet w zabawie z misiem szarpie,warczy i na sile go rozrywa.moze zabardzo ja rozpiescilam?a jak miala cieczke to mnie nie akceptowala,natomiast tulila sie do sasiadki ktorej przedtem nie tolerowala,jesli wejdzie do domu obca osoba leci odrazu ukasac w noge,jak siedzi obok mnie nie ma prawa nikt usiasc,ani mnie dotkanac,jej miejsce w dzien to przesiadywanie na oknie,mieszkam na parterze i warczy oraz okropnie szczekA NA ludzi,jestem z kielce i nie mam pojecia juz kto jest mi w stanie pomoc,zabralam kolejnego psa ze schroniska tylko ze jest duzy,wcale sie go nie boi,zabiera kazda zabawke,lubi sie z nim bawic ale nie da dojsc do mnie jesli jest na kolanach,ma dni ze wcale nie wychodzi spod lozka,tam sie chowa,nie mozna tam podejsc bo odrazu ugryzie:(