Wykrywka Bardzo dziękuję za miłe słowa. Zatrzymując się do Sezamka,wiedziałam,że robię coś, na co nie mam zupełnie możliwości z racji sytuacji mieszkalnej. Ale przecież nie mogłam go tam zostawić, albo chociaż spróbować go zabrać-bo nie znając psa, nie wiedziałam,czy w ogóle dam radę. Jak tylko wysiadłam z samochodu wiedziałam natomiast,że to kawał przyjaznego futrzaka,choć wystraszonego i zdezorientowanego. Szybko przekonał się, że jestem ostatnią osobą, która mogłaby mu zrobić coś złego i sam wskoczył do samochodu. Byłam niesamowicie pozytywnie zaskoczona jego zachowaniem i gdybym tylko mogła, zostałby u mnie. Niestety, w życiu nie zawsze jest tak, jak chcemy. Cieszę się natomiast, że mogłam mu choć trochę pomóc i naprawdę mam wielką nadzieję,że ktoś go szuka. Co do poczucia odpowiedzialności, to dokładnie tak jest. Z chwilą, kiedy wzięłam go do swojego samochodu, był już "u mnie". Więc i w pewien sposób poczułam się za niego odpowiedzialna. Nie mogę zmienić całego psiego świata, ale tego jednego mogę chociaż spróbować. I dopóki po psiaka nie przyjdzie właściciel,lub nie znajdzie się ktoś inny chętny na jego adopcję, ile będę mogła, tyle zrobię, żeby trafił do swojego starego,lub nowego kochającego domu.
Gdybyś mogła czasem napisać mi,co u niego słychać, będę baaardzo wdzięczna. Był u mnie kilka godzin, a ja od wczoraj nie potrafię przenieść jego obróżki ze środka kuchennego stołu, bo została mi tylko obróżka, nie Sezamek...