Jest mi podwójnie przykro,że tu od was-wolontariuszy nie mogę oczekiwać pomocy.Nie dla fanaberii chcę rozmawiać z osobą która ma bliższy kontakt z tym psem i tak,to zapewne rozwieje szereg moich wątpliwości.Wiele z nich pozostanie nawet kiedy zobaczę go osobiście czy w towarzystwie behawiorysty.To mi podpowiada zdrowy rozsądek.
Widzę,że moja ,,namolność'' jest niewłaściwie odbierana. Może to sposób ucieczki przed rozczarowaniem nieudanymi adopcjami i zabezpieczenie się tak przed kolejną?Szkoda,że przede wszystkim konsekwencje tego ponosi Alf.Wydaje mi się,że jeżeli jest choć cień szansy na dobry dom to warto zrobić coś więcej poza utartym schematem.