Witajcie
Bardzo się cieszę, że Pani Bożena ma w Was takie wsparcie bo to kochana kobieta jest. Wszyscy wiemy, że nie wiele osób jest gotowych na takie poświęcenie dla psa, mając całe mnóstwo swoich codziennych obowiązków.
Nie wiem w jakim stopniu będę w stanie pomóc Luzikowi, ale zrobię co w mojej mocy. Nie wiem czy on kiedyś będzie chodził o własnych siłach ale codziennie przekonuje się że często dzieją się rzeczy wydawałoby się dla weterynarzy nie niemożliwe.
Kilka miesięcy temu rehabilitowałam 4 letniego psa, który zniknął właścicielce na 10 minut w lesie, a godzinę później był praktycznie umierający.
Mimo najróżniejszych badań pies nie został zdiagnozowany przez żadnego weterynarza (był u 11-tu). Właścicielka wydała kilka tysięcy złotych na diagnozę - bez efektu, każdy mówił co innego.
Gdy pierwszy raz zobaczyłam Lexa był prawie nieprzytomny. Leżał na boku, jedzenie jadł tylko płynne, które wlało mu się do buźki bezpośrednio, był cewnikowany, a kał dosłownie wyciskany z odbytnicy.... Stan był straszny. Bardzo niska temperatura, a do tego częste wymioty... Przez pierwszy tydzień rehabilitacji działałam na oślep, nie wiedziałam czy pies doznał urazu głowy czy kręgosłupa, czy stało się coś jeszcze innego...
Były wzloty i upadki, a przy każdym kolejnym kryzysie lekarze sugerowali eutanazję. Właścicielka nie poddała się jednak i po około miesiącu rehabilitacji pies był w stanie ustać na nogach... Zabiegi trwały przez 3 miesiące - teraz Lex chodzi, a nawet biega o własnych siłach, lewa przednia łapa nie jest do końca sprawna (nie potrafi jej właściwie obciążyć, tylko się na niej podpiera delikatnie), ale uważam że jak na psa który nigdy nie miał nawet stać o własnych siłach to i tak duży sukces...
Często dzieją się, rzeczy których medycyna nie potrafi wytłumaczyć - ja to nazywam WOLĄ ŻYCIA! :)
P.s. Tak jak powiedziałam już Pani Bożenie Luzik dostanie ode mnie dwa gratisowe zabiegi rehabilitacji - powiedzmy, że to taki spóźniony prezent mikołajkowy ;)