Przemogłam się, żeby coś tu napisać i w ogóle wejść na to forum. Codziennie wspominam moją ukochaną psinę, chociaż zawsze się zarzekałam, że nie jest moją, bo przyniósł ją mój były mąż. Nie chciałam mieć dużego psa, gdyż z powodu zdrowia, nie dałabym sobie rady na spacerze, gdyby np. ciągnęła mnie do innego psa. Ale... właśnie była jak najbardziej moja.Bokserka, Szakirka, 10.10.2011r. uśpiliśmy ją... W grudniu miałaby dopiero 5 lat. W lipcu zauważyliśmy guzy w pachwinach. Wszędzie powiększone węzły chłonne, chłoniak... Olbrzymia trzustka. Chemia, sterydy i koniec...
W domu 9-letnia kundelka i adoptowana 10 dni po śmierci Szaki, Maja, stąd, z dogomanii. Śliczna sunia, owczarek niemiecki, długowłosy. Myślałam, że będzie lepiej, ale nie jest. Nie jest "moja" zapatrzona w obecnego męża, który ją wypatrzył. Kocham ją i rozpieszczam, ale codziennie wspominam ze łami w oczach moją Szaki. Porównuję ją... Wszyscy mówili o niej, że to wariatka:). Wesoła, rodzinna, wulkan energi, pijąca wodę z prysznica, głośno się "kłóciła", wskakiwała za mnie na fotel, jak się chciała schować, chowała mi łebek pod pachę, i już jej nie było, a że dupinka jej wystawała, to jej nie przeszkadzało. Nie wiem, może ja jestem jakaś nienormalna, przewrażliwiona? Wierzę, w życiu po życiu, ludzi, bo interesowałam się kiedyś tą tematyką, ale nie mam pewności, czy jest drugie życie zwierząt... Gdybym wiedziała, byłoby dużo łatwiej... Podzielcie się ze mną, co Wy czujecie...