Jump to content
Dogomania

karolinasz

Members
  • Posts

    21
  • Joined

  • Last visited

About karolinasz

  • Birthday 02/04/1979

Converted

  • Location
    wroclaw
  • Occupation
    urzędnik samorządowy

karolinasz's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Cieszę się. Będę się starać pomagać.
  2. ok, umówmy się że jeśli do jutra nie będzie wpłaty to ja idę na pocztę i zaczynam wyjaśniać. Swoją drogą wkurzające to jest, że psinki czekają na pieniądze, a tu trzeba się pałować z pocztą i bankami.
  3. no to niedobrze. wiem że suma wpłacana tego samego dnia dla Fundacji Bernardyn doszła. Mam skan potwierdzenia wpłaty, tylko nie wiem jak go przesłać. Zreszta pewnie to ja muszę załatwiać reklamację.
  4. WITAM, czy wyjaśniła się sprawa z wpłaconą 27 grudnia sumą 100 zło dla chłopaków? Jeśli nie doszły, to będę musiała złożyć reklamację.
  5. Dziękuję za wszystkie miłe słowa. Bardzo mi trudno przez to wszystko przejść. Odnośnie Szafirka- to duży pies, absolutnie nie chcę ryzykować tak dużego psa przy naszej małej, ruchliwej córce skoro było niebezpiecznie przy małym kundelku. Poza tym naprawdę uważam że psy po przejściach naprawdę potrzebują SPOKOJU, tj. bez ruchliwych, hałasliwych dzieci no i fakt, że u nas jest non stop wymian osób, a nas więcej nie ma niż jesteśmy (my rano do pracy, niania, 2 babcie, wieczorem my znowu). dla psów po przejściach to musi być udręka. Aczkolwiek tak jak mówiłam- Luizka capnęła małą przy pierwszym spotkaniu, od razu była jakaś animozja (chyba jakieś dziecko jej dokuczało) - to też jest ważne, że nie każdy pies toleruje dzieci, a ich obecność powoduje rozdrażnienie które zupełnie uniemożliwia normalne ułożenie relacji. Na razie - tj, dopóki mała nie osiągnie 5 lat i będzie spokojniejszym dzieckiem, nie chcę myśleć o adopcji psa. A szczeniaka nie chcę brać, ponieważ one mają największe szanse.. Póki co wspieram psy z Dogomanii finansowo.
  6. Jutro zadzwonię do. p.Teresy zapytać jak się miewa Luizka. Wiem, że po powrocie obwąchała wszystkie stare kąty, przywitała się z psami i wskoczyła pod kołdrę siostry p. Teresy, którą poznała. U nas w domu spokój, dziecko i bernardynka w ogóle nie odczuły braku małej, zwłaszcza pies nawet nie obwąchał miejsca po suni. Zero reakcji. Natomiast my z mężem - szkoda gadać, a już zwłaszcza ja. Strasznie pusto bez tej małej psiuni, zwłaszcza wieczorem jak kładę się spać - wtedy najgorzej tęsknię. no i nikt za mną nie kuśtyka non stop - takiego wiernego, przylepkowatego psa już nie będę mieć pewnie nigdy. I tak tęsknię, płaczę sobie i cały czas się zastanawiam - co poszło nie tak? Czemu tak źle się ułożyło zwłaszcza odnośnie dziecka ale i to ugryzienie teściowej kiedy nic nie miało prawa- teoretycznie - jej zdenerwować. Przecież u p. Teresy chodzi jak w zegarku, a też jest tam ruch, tyle psów. Eh, gdyby to wiedzieć - ale już jest za późno. oby Luizka znalazła swój dom albo już została u p. Teresy na zawsze.
  7. Luizka wróciła dziś do Pani Tereski. Mąż odwiózł Ją z ciężkim sercem, ponieważ sunia podbiła nasze serca całkowicie. W weekend zdecydowaliśmy że chyba damy Jej więcej czasu i zobaczymy jak się będzie zachowywać po 2 m-cach pobytu. Trudno, że nie polubiły się z Bernardynką i ciągle warczały na siebie, a nawet mała skakała do dużej. Być może z czasem nastąpiłoby zawieszenie broni, tym bardziej że Dianka nauczyła się omijać Luizkę i nie wchodzić w drogę bez potrzeby. Ale w poniedziałek w Luizę jakby diabeł wstąpił, cały dzień warczała na małą jak tylko ta znalazła się w tym samym pokoju lub przechodziła obok korytarzem i to tak zaciekle, że teściowa ze strachu o dziecko zamknęła ją śpiącą w pokoju, żeby spokojnie przygotować obiad dla dziecka nie ryzykując pogryzienia małej. Wreszcie, gdy po pół godzinie otworzyła drzwi do sypialni, Luizka leżąc na naszym łóżku podniosła głowę i zawarczała na teściowa, a gdy ta chciała ją udobruchać i pogłaskać - capnęła ją w rękę, zahaczyła zębem o pierścionek teściowej, zupełnie się rozeźliła i poharatała jej palec do krwi. wtedy stwierdziliśmy ze to nie przelewki, że Luizka jest nieprzewidywalna, że boimy się o małą a i sama sunia nie jest szczęśliwa i pewna swego w domu i zdecydowaliśmy się ja zawieźć, tym bardziej że mąż akurat jechał służbowo do Katowic. Ciężko mi bez niej, tym bardziej że Luizka cały czas spała ze mną, również dziś tej ostatniej nocy wtulona we mnie, a ja nie mogłam zasnąć cały czas ją głaszcząc, ponieważ miałam świadomość że to jej ostatnia noc u nas. Przykro mi, że tak to się ułożyło, sądziłam ze znajdzie u nas przystań do końca życia. Ale niestety - ona potrzebuje domu spokojnego, bez dziecka albo przynajmniej tak małego i ruchliwego jak nasza córka. Domu, gdzie byłaby najważniejsza. Wiem, że p. Teresa sama ma teraz ciężką sytuację w domu - opieka nad wilczurem i jeszcze chora siostrą powoduje że jest wykończona, ale naprawdę nie było na co czekać- chyba że na tragedię, ponieważ mimo całej ufności i przywiązania do mnie, Luizka potrafiła rzucić się i nam mnie kiedy raz gwałtownie wstałam od biurka, przy którym drzemała na fotelu. Ona przeszła straszną traumę, wie co to znaczy zagrożenie życia i ból, walczy o siebie czasem na wyrost, biedny mały zestresowany psiulek bez nóżki. Ale nie żałuję, że była u nas przez ten miesiąc- ja poznałam cudownego psa, a ona oprócz tych chwil kiedy miała nas do miziania tylko dla siebie- zdołała tez przełamać swój lęk przed drzewami i znów chętnie biega na spacer po lesie.
  8. piszę na szybko, ponieważ jestem sama w domu a właśnie mała szaleje. psy wychodzą razem, ładnie się biegają razem, jedna biegnie za drugą"pilnują się". w domu co rusz jakieś spięcia, to ta warknie jak leży na legowisku, to ta duża się z kolei zrywa gdy mała podejdzie do mnie po pieszczoty. Jesli chodzi o męża to przytrzymał L. i chciał dać jej tabletkę, ona się zdenerwowała chciała wyrwać i capnęła go tak jak zresztą weterynarza wczesniej. Mąż jej nic nie zrobił, odpuścił i tylko krzyknął tak ze się bidula schowała na legowisko, zestresowana. to wszystko jest do przyjęcia, zrozumienia i myślę ułożenia. Ale po tym mąż stracił zaufanie do małej i no stało się. ona odpoczywała na swoim fotelu, do pokoju weszła mała podeszła pod ścianę i chciała wdrapać się na krzesło przy biurku które stoi przy fotelu. Luiza zerwała się zawarczała i capnęła ją w rękę. tak jak pierwszym razem. bardzo pokochałam tego psa, jest mądry, zdyscyplinowany, b. lgnie do mnie. ale sądzę że ona po prostu mocny charakter. mnie kocha reszty nie toleruje i przez to jest nieprzewidywalna. poza tym jak pisałam wcześniej - ona odżywa dopiwro jak wracam do domu. tak siedzi w legowisku lub na fotelu. Radośnie wita gości, czuje się niby pełnoprawny członkiem rodziny ale jednak...karmimy ją wszyscy na zmianę łącznie z nianią. je ładnie z ręki, podjada kotu i psu.
  9. Dokładnie tak jest. chcieliśmy pieskowi przychylić nieba, ale Luizka musi mieć bardzo specyficzne warunki - tj. zero małych dzieci i dużych psów. ona się ich boi, nie lubi, czuje się zagrożona. nie toleruje swojej pozycji "zepchniętej" na 3 miejsce i to jeszcze przez 2 istoty, których się najbardziej boi - dziecko i wielkiego psa. Ironia losu,że trafiła w takie warunki, które najmniej jej odpowiadają. No i potrafi być agresywna - to pewnie ze strachu, etc. ale jednak. Gryzienie dorosłego i dziecka po miesiącu czasu w domu oznacza moim zdaniem ewidentnie że ona nie czuje się dobrze, czuje się ciągle zagrożona. Jest mi strasznie przykro i mam tylko nadzieję że p. Teresa podtrzyma deklarację że "gdyby coś" to weźmie ją do siebie, ponieważ pokochałam psinkę, ale miała u p.Teresy o niebo lepsze warunki. Ciesze się tylko, że psina przełamała strach przed lasem, drzewami - widać że trauma po wnykach powolutku zaciera się. No i uważam, że jest to pies dla 1 właściciela, z którym nie będzie się zanadto lub wcale dzielić.
  10. Luizka ugryzła męża kiedy chciał jej dac tabletkę na odrobaczanie. ugryzła do krwi. Ale najgorsze że rzuciła się na małą kiedy ta stanęła przed fotelem przy biurku, który sobie zaanaektowała psinka i ją tez ugryzła. Lekko, ale jednak. Dziecko nie zwracało najmniejszej uwagi na psa, po prostu zainteresował ją laptop na biurku i"baje" które chciała sobie puścić. Nikt tu nikogo nie targał i nie traktował jak maskotki droga Pani. Po prostu Luizka nie lubi dzieci, boi sie ich i nie akceptuje koniec kropka. Z Dianką też nie chce mieć nic wspólnego, a Diana - bernardynka która wpierw przyjęła ja z otwartymi ramionami i przyjaźnie, teraz- przez to że mała ciągle na nią warczy i nieraz "capnie" gdy ta ją obwąchuje, też tak się w stosunku do niej zachowuje. Ogólnie piesek toleruje dorosłych, ale do czasu gdy czegoś się je nie zakaże - wtedy warczy. Całkowicie toleruje tylko mnie, przychodzi spać do mnie do łóżka, i uznaje za Panią. Chodzi za mną jak cień i ufa bezgranicznie. Całkowicie przełamała swój lęk przed lasem, byliśmy na spacerze z 2 psami i bawiła się wspaniale, nie bała wejsć etc. W domu to wrak psa - albo leży na legowisku lub fotelu zestresowana, nieszczęśliwa, czekając aż dziecko i pies odejdą i będę mieć czas tylko dla niej. Ani Ona nie jest szczęśliwa, ani moje dziecko, które zaczęło się bać zwierząt. Niestety, Luizka musi wrócić do p.Teresy, gdzie pomimo tylu psów była na piedestale i królowała w domu. U mnie jest po prostu nieszczęśliwa, a mi się serce kraje kiedy patrzę na to wszystko, te wierne psie oczy. Niestety - pomimo moich starań i prób- nie udało się.
  11. Luizka jest kochana. ona ma olbrzymi margines tolerancji u nas ponieważ wiele przeszła. Ale braku tolerancji wobec małego dziecka nie przewidziałam zupełnie. sądzę że to przez fakt zazdrosci o względy. ale już przy pierwszym spotkaniu u Pani Teresy Luizka capnęła mała kiedy ją objęła i złapała za obróżkę. Dlatego poczekamy jeszcze jeden miesiąc i wtedy będziemy się zastanawiać co dalej. Cały czas ją obserwujemy, próbujemy dac jej azyl żeby była jakiś czas sama. Nic, czekamy.
  12. Witam, nie było mnie kilka dni w domu. ekspresowo odpisuję- a zatem załatwianie w domu non stop. sporadycznie sika na dworze. jutro kupimy odstraszacz w sprayu. Byliśmy dziś u wet. Okazało się że Luizka miała przy pupie cale gniazdo pcheł. Jest juz odpchlona, podobnie jak reszta zwierząt. Ona od początku się drapała, sądziłam że to jakaś alergia, ponieważ pcheł nie widziałam. A jednak - dlatego uczulam Panią Teresę, któryś z podopiecznych musiał przywlec niespodziankę. Luizka została zaszczepiona na wszystko co możliwe. za 3 dni będzie odrobaczona. Tyle dobrych wieści. Natomiast jeśli chodzi o relacje suni z Benią i dzieckiem - weterynarz ewidentnie nas uprzedził, że raczej nie będzie poprawy, o ile nie zaprowadzimy pruskiego rygoru. Sunia spała z nami od tygodnia i od razu widać efekty - warczenie na bernardynkę wzmogło się, kiedy ta podchodziła do łóżka na którym leżała Luizka, mała rzucała się z zębami do nosa Beni. Poczuła się pewniej, bo spała u boku "szefostwa" i chciała podporządkować sobie naszą fajtłapkę. Na spacerach jest ok, natomiast w domu mała ciągle warczy na dużą. Jeśli chodzi o dziecko - nie toleruje małej. z trudem znosi jej dotyk, a wręcz obecność obok. Doczytałam, że niestety jest to powszechne u pinczerów i raczej to się nie zmieni. Luizka capnęła małą przy pierwszym spotkaniu i to był niestety prolog do dalszego rozwoju wydarzeń. Dajemy jej czas do sylwestra, 2 m-ce żeby się sunia zaaklimatyzowałą, poczuła pewnie i ustaliła swoje miejsce "w stadzie". Ale jeśli dalej będzie agresywna w stosunku do dziecka to czarno to widzę, ponieważ nie mogę ryzykować że Luizka rzuci się małej do twarzy. Tym bardziej że naprawde pilnujemy małej, prawie nie zbliża się do psa, tylko przy nas, i to jest że stoi przy psie albo delikatnie głaszcze 1 lub 2 razy.
  13. Różnie, pod łóżkiem, pod stołem, na środku kuchni. Dziwne ze chodzi z nami po ogródku przed domem z 20 min. I ani razu nie sika! Teraz śpi obok grzecznie jak aniołek. Czasem strasznie skomle przez sen aż ciarki przechodzą. Oj dużo ten pies przeszedł. Pytanie, ile jest takich psów, ktorevskomla teraz na mrozie i nie obudzą się w ciepłym pokoju...
  14. Proszę bardzo [email]carolinevalnor@o2.pl[/email]. Widać poprawę w stosunkach z małą- słucha reprymend i nie warczy choć widać ze dziecko ja stresuje, jeśli jest obok. Więc na razie ograniczamy kontakt, niech się psinka zaaklimatyzuje. Z sunią na razie "zawieszenie broni", praktycznie be Jusis obszczekuje Luizkę sporadycznie zazdrosna np. O to że tamtej wolno leżeć na naszym łóżku. Etc. W kontaktach z nami psinka jest przekochana. Widać ze boli Ją każda chwila którą zamiast spędzamy z dzieckiem lub bernardynke. Cóż, musi się nauczyć dzielić pieszczotami. Tylko to cholerne brudzenie w domu. A przecież już tydzień jest w domu. Proszę o każda radę.
  15. Wczoraj Luizka jakby odżyła. Warknięcie na córkę-tylko raz przy niani. Pote (zwłaszcza przy mnie) ani razu, nawet przy głaskaniu przez dziecko! Zatem sukces pełny. Z Dianką poprawne relacje - razem biegają po ogrodzie. Dianka jest już gotowa do zabawy, zaczepia małą, alena to trzeba jeszcze chyba z miesiąc. W każdym razie jetem szcześliwa, że l. uspokoiła się z tym warczeniem na dziecko. Niestety - cały czas ZAŁATWIA SIĘ TYLKO W DOMU. chodzenie po ogródku to tylko atrakcja, nie kojarzy go z toaletą. niestety :(
×
×
  • Create New...