Nie wiem czy nagle, nie było mnie w domu 2 tygodnie i jak wróciłem to coś takiego już miał, teraz też mnie nie ma w domu i nie mam jak z psiakiem do weta skoczyć. Mówię rodzinie żeby ktoś się wybrał ale... podobno się to już zmniejszyło i zaczyna znikać a piesek w ogóle nic sobie z tego nie robi, zachowuje się normalnie. Mimo wszystko nadal nalegam na rodzinkę zeby ktoś się w końcu do weterynarza z nim wybrał. A jak nie to będę w ten weekend wdomu to się sam przejdę.
PS. Przepraszam za jakość zdjęć, robione były starym telefonem bo 'nowy' się zepsuł...