Dziwiło mnie, jak młoda mama może ogarnąć tyle zwierząt. Gdy umawiałam się za pośrednictwem Marinki na dt w Rzeszowie, wiedziałam,że "Wiola" ma domek z ogrodem, że jest tam Rudzik, a Tobi jest jej własnym psem (sądziłam,że jest w Zamościu). Gdy Jasiek pojechał, okazało się, że jest w dt w bloku na I piętrze, a psów w sumie z Barrym i Daszką 5. Wszystko to było bardzo niejasne, obie panie manipulowały informacjami. Bardzo mnie to męczyło. Nie mogłam dodzwonić się do behawiorystki Gosi, która miała się opiekować psami, gdy "Wiola" była w "szpitalu". Potem ze starych (moich) ogłoszeń pojawiła się rodzina adopcyjna spod Zawiercia. Po rozmowach z panią - przyszłą opiekunką Jasia, podjęłam decyzję,że to ta rodzina. Dzięki pomocy ludzi z fb udało się przewieźć Jasia pod Zawiercie. Niestety, Jasiek źle reagował na domowników (męża i syna). Trzeba było szybko zareagować, bo rodzina się męczyła, Jasiek też. Podjęłam decyzję o odebraniu Jaśka stamtąd. Wtedy na wydarzeniu w ciągu kilu godzin zaczęły się karczemne ataki Alty ("Wioli") i Marinki na mnie, które nie ograniczały się kompletnie, włącznie z nazywanie mnie "psychicznie niezrównoważoną" itp. Ucięłam te dyskusje, bo już wiedziałam, z kim mam do czynienia i o co naprawdę tym paniom chodziło. Odzyskałam Jaśka, pomogła mi koleżanka, która też dostrzegła dziwne reakcje obu pań (i jeszcze trzeciej, podobno zainteresowanej "adopcją") i to naleganie na natychmiastowe zrzeczenie się praw do psa i przetransportowanie go do Kamiennej Góry (na koszt dobrych ludzi z wydarzenia na fb)... resztę dopiszcie sobie same....Efekt: Marinka pozbawiła mnie możliwości edytowania wydarzenia Jaśka. Wydarzenie zostało zlikwidowane, bo postawiłam tym (trzem) paniom zbyt dużo niewygodnych pytań. Nie wspomnę o języku, jakiego używały wobec mnie na wydarzeniu, w rozmowie i na czacie, gdy zdecydowałam się sama odebrać Jaśka. Nie zaufam już, niestety. Wiele mnie to nauczyło.