-
Posts
49 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by mariuszak
-
Areskowi ciężko się goją rany,tym bardziej że jest tez szyty w środku.Wczoraj znowu byliśmy na wizycie u lekarza,bo bardzo brzydko wyglądał brzuch.Ma inne leki i maści włączone.Za 2 dni konieczna następna wizyta.Ale nie na darmo nosi imię "ARES"Wiem, że i tą wojnę wygra.Pomimo wszystko,jest pełen życia.Jest dzielny.Wdzięczna jestem TOZ i P.prezes za pokrycie kosztów leczenia Aresa,jak dotąd,gdyż operacja była skomplikowana i dość kosztowna.Dziękuję za jej miłe słowa,zrozumienie powagi sprawy i dodanie otuchy.Także Pani Izie z Ziel.Góry,która o każdej porze dnia i nocy służy radą i pomocą.To wielki człowiek o wielkim sercu.Pani Eli,która ma także wielkie serce dla psiaków i nie zapomina nigdy o Aresku.Wszystkim,którzy interesują się moim Aresem i trzymają za niego kciuki,wielkie DZIĘKUJĘ.
-
Wczoraj bylismy na kastracji zgodnie z umówioną wizytą.Dzięki Pani z Ziel.Góry,jak i jej mężowi,którzy poświęcili nie raz swój czas i wysiłek.Gdyby nie Oni,byłoby niesamowicie ciężko.Są nie zwykłymi ludżmi.Nie mogę nadużywać ich dobrego serca.Dziś rano Ares poczuł się naprawdę żle.Był problem z transportem,bo ludzie pracują zazwyczaj,ale udało się.Ares dostał kroplówkę,antybiotyk.Już lepiej.Trzeba teraz obserwować,jeśli będzie ok,po 12 dniach na zdjęcie szwów.Operacja była trochę skomplikowana,ponieważ 1go jądra szukali w jamie brzusznej i oczyszczali ropne zmiany.Ma duże cięcia,ale będzie dobrze,mam nadzieję.Nie wyobrazam sobie inaczej.Koszty są spore,ale jestem zaskoczona z podejścia do zwierząt w tamtejszej lecznicy.Lekarz,który prowadzi go,jest naprawdę z powołania i nie chciałabym zmienić na żadnego innego.
-
Ares bał się wejść do łazienki(nigdy nie chciał),ale jakoś dał się udobruchać.Był wystraszony,ale najpierw ja weszłam i mu pokazałam :) Patrzył,ale nie chciał.Powoli wzięliśmy go na ręce i wsadziliśmy.Usiadł bardzo grzecznie i pozwalał na wszystko...cały Ares(anioł).Gdy go tak pucowałam,strasznie mu się podobało i prężył się.Nie uciekał i do końca,spokojnie,dokładnie go wykąpalismy.Następnie usiadł sobie z łapkami na brzegu wanny i czekał na wyjście z niej.Dziś jest jeszcze przystojniejszy.
-
Mejson się odnalazł! Był w schronisku,40 km od Berlina.Znajomi byli z szokowani,gdyz nie podobne do schronisk nam znanych u nas.Ogromny obiekt,oszklony,piękne trawniki i fontanny,pachnąco wręcz.Nie trzeba było nic płacić,nawet kiedy koleżanka tak symbolicznie chciała dać 20 ero na karmę,usłyszała,ze tak nie wolno,bo państwo na wszystko daje.Pies był w szoku,otumaniony i przerażony,ale warunki miał dobre,jedynie psychicznie ucierpiał z braku pana.Ci niemcy na Aralu,powiadomili naszą straz miejską i czekali 3 godz.ale niestety,nie zjawili się,więc zabrali go ze sobą.Bardzo mili ludzie i ogromnie cieszyli się,że pan tak daleko jechał po swego psa.A on by nawet do Ameryki po niego pojechał za ostatnie pieniądze.Mejson nawet mi całą twarz wylizał z radosci,co nigdy tego nie robił,najwyżej zawarczał,ha.Juz spokojnie bedą spać od dziś. A co do Areska,to czekam na ta wizytę u weta,muszę jeszcze parę rzeczy skonsultować.Często dość kapie mu z noska i nie wiem czy to normalne.Chciałabym,żeby tez w gardło mu zajrzał i oczy.Jak sie załatwia to tak mruczy i myślę,że cos go w tym momencie boli.Dałam mu dzis wapno,bo strasznie zaczął gryżć sobie ten ogolony brzuszek(do USG),ale nie tylko tam,a pchełek nie ma na pewno.Tak go uwielbiam...jak i Rokiego.Roki młodziutki 10m-cy i wulkan energii.Ares czasami go temperuje trochę,gdy Roki przesadza,ale tylko warcząc i ten już rozumie.Są przebojowi.Czasami przytulają się mordkami.Naprawdę sie lubią.Za wszystko wielkie DZIĘKI.
-
Zalałam się łzami to czytając...niesamowite.Wspaniała opowieść.Byłby dobry film.Wytrwałość popłaca.Mam dobrą wiadomość.Dziś ten znajomy poszedł do straży miejskiej,pytać czy nie odwozili psów do schroniska,ale podobno tylko 2 kundelki(biedactwa) i nagle ktoś kazał mu zgłosić sie na Aral,bo tam na stacji paliw,są namiary do ludzi,którzy go zabrali.Jest w Berlinie.Zabrali go niemcy.Siedział i rozglądał się wystraszony,nie daleko miejsca,gdzie rozstał sie z panem.Pobiegł do suczki i zgubił się.Ci niemcy,czekali 3 godz,czy ktos sie po niego zgłosi,aż w końcu zostawili namiary i pojechali z nim.Jego Pan z Żoną,już pojechali po niego.Ale okazało sie po kontakcie tel.ze oddali go do schroniska,lecz pojadą Ci niemcy z nimi do tego schroniska.Mam nadzieję, że Mejson wróci do swego kochanego Pana i domu.
-
Ok zdjęcie będzie.Dzis tez w terenie troszkę zrobiłyśmy, z Rockim.3 dni temu moim znajomym zaginął cocer spaniel.Właśnie człowiekowi,który natychmiast przyjechał na miejsce,gdzie znależlismy Aresa i woził nas codziennie do Rzepina na kroplówki,dżwigał w torbie do auta(bo nie był w stanie chodzić).To człowiek niesamowity.Rzuca wszystko i biegnie psu na pomoc.On ze swoim psem,rozstawał się tylko,gdy szedł do pracy.Całymi dniami,nocami teraz go szuka.Ogłoszenia,na necie i na słupach,po wetach,nie dają rezultatu.Jest tak załamany...ale nie rezygnuje.Strasznie nam go żal.Gdyby nie On,nie dałabym rady uratować Aresa i zabraliby go do schroniska(wiadomo po co)Szkoda,że nie mam nagranej całej sytuacji..nikt go nie chciał...nie mógł nikt zabrać i zająć się.A ta sierotka leżała,jak na skazaniu.Dziękujemy za miłe słowa.Gdy patrzę jak rano mnie wita,biega cieszy itd-mam już swoją nagrodę.Dziękuję Pani z Ziel.Góry,ona także dużo pomogła Aresowi.Ludziom którzy interesowali się i wspomagali MOJĄ psinkę :) Pozdrawiam
-
Tak,Ares zostaje z nami.Chcieliśmy wcześniej,aby ktoś inny go adoptował,bo nie jest łatwo z dwoma duzymi psami w bloku i do tego w naszej trudnej sytuacji,ale za długo trwało,pies się przywiązał i zaufał.Nie zrobimy mu takiej krzywdy,aby go oddać.Decyzja nie była łatwa,aż w końcu,powitaliśmy go w rodzinie,definitywnie.Zobaczymy co czas pokaże.Może nie będzie tak żle...A jak będzie zle,to i tak juz będziemy razem.Zrobimy wszystko,aby przez resztę życia był szczęśliwy.Dziękuje za wysłanie obroży.Ares jest tak posłuszny i przywiazany do nas,że tak naprawdę,to by żadnej smyczy i obrozy nie potrzebował.Idzie przy nodze nawet luzem i sam się pilnuje.Coraz dłuzsze wycieczki robimy.Do nie dawna,załatwił się nie daleko domu i uciekał do domu naszego sam.Teraz ufa i chodzi wszędzie z podniesionym ogonem,nie jak na początku z podwiniętym.Jest wspaniały.Może za ta resztę pieniążków jakieś witaminki,czy szampony,bo dużo na niego trzeba.Coś takiego chyba.Witaminki to najlepiej w tabletkach,bo mam w proszku,ale wyczuwa i nie zbyt chce jeść.
-
Wysłałam adres na prywatną wiadomość.Oczywiście dziękujemy wszystkim osobom,którzy interesowali się i pomagali psu.Pani także,bo jeszcze Pani, nadal nie jest on obojętny.Bary,a raczej Ares,bo na to imię reagował bardzo i tak przy tym pozostaliśmy,bardzo nam zaufał.Z dnia na dzień widzimy jego coraz weselsze zachowanie.Kiedy znalazłam go,prawie w agonii,pomyślałam:Boże moim marzeniem jest,zobaczyć go jak biega wesoły.Widzę to.Widzę jak biega,kula się w trawie mrucząc zadowolony.Przybiega podając łapę,bez proszenia i tuli swoją misiową głowę do mnie.Wtedy,czuje się szczęśliwa.Jego charakter jest zachwycający.Teraz marzę,aby leczenie powiodło się i mógł zdrowo i długo żyć i cieszyć się,a my z nim.Pozdrawiam
-
Ja juz nie wiem, z którą Panią z TOZu mam rozmawiać,w tej sprawie.Dowiem się,jaka by była odpowiednia karma.A jesli chodzi o te 50 zł,to nie wiem co by mu kupić.On kocha po prostu jeść :) dużo.Chyba że,obrożę.Przydała by mu się,bo nosi Rockiego do tej pory.Musiała by mieć 60-65cm dł.Może szampon dla tego konika.Jak Pani uważa.Dziękuję bardzo.
-
Witam! leki dotarły od Pani z Z.Góry.Właśnie kończy brać i trzeba jakąś konsultację dalszą ustalić z lekarzem.Piesio popuszcza mocz i to tylko wtedy,gdy wróci z dworu po załatwieniu swoich potrzeb i bardzo sapie,dyszy,jakby coś mu dolegało.Po za tym,ładnie dochodzi do siebie i jest kochany.Karma niestety nie doszła żadna.Do puki nie minie ta niedokrwistość,nie możliwa jest kastracja.Teraz dopadły nas dodatkowe problemy,nie spodziewanie.Leczyłem się 5 tyg.,wydawało się ze to zwykłe zawianie,niestety,kręgosłup.Będzie raczej konieczna operacja,potem rehabilitacja.Praca się skończyła.Mam problemy z poruszaniem się,ból nie pozwala.Teraz cały obowiązek z psami spadł na żonę i córkę.Nie jest łatwo.Gdyby możliwe było zakupienie karmy odpowiedniej dla tej psiny,bardzo proszę.Pozdrawiam
-
Witam wszystkich zainteresowanych barym! Bary ma się nieźle. Jest psem łagodnym i towarzyskim. Toleruje inne psy. Bardzo ładnie chodzi przy nodze,nawet bez smyczy. Musiał być kiedyś szkolony. Życie nauczyło go na pewno wielu innych rzeczy. Jest coraz bardziej aktywny,w domu i na dworze. Pierwsze dni przebywał w piwnicy,w nowym budownictwie. Piwnica na parterze z oknem,nie pod ziemią jakiś ciemny loch. Środki bezpieczeństwa,ponieważ mamy jeszcze dwa pieski. Jeden mniejszy dopiero co odszedł (RAK) ale zdążyli się poznać. Jak tylko wstał na nogi i przeszedł się po piwnicy to od razu pospacerował na trzecie piętro do domu. Wcześniej wynosiliśmy go z żoną na dwór za potrzebą w dużej torbie podróżnej. Pies bardzo się do nas przywiązał,szczególnie mnie nie odstępuje na krok. Mamy wielki dylemat,ponieważ nie mamy warunków na dwa duże psy. Mieszkanie 46m2 a najbardziej przeraża nas to trzecie piętro,jak w przyszłości trzeba będzie znosić go za potrzebą. Na razie muszę kończyć. Obowiązki wzywają na dwór. [url]http://tinypic.com/r/2ue1v0o/7[/url] [url]http://i51.tinypic.com/68cuiu.jpg[/url] [url]http://i55.tinypic.com/10nyu4w.jpg[/url] [url]http://i55.tinypic.com/amrvxh.jpg[/url] [url]http://i51.tinypic.com/2v3fr14.jpg[/url]