-
Posts
49 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by mariuszak
-
Areniu jest już po USG itd.Zasmuciła nas wiadomość,że niestety prostata nie cofa się,niby zmniejszyła,ale nadal wycieki ropne.Powtarzamy leczenie.I tak jak niepokoiło mnie od początku jego drapanie i gryzienie brzucha,okazało się świerzbowcem(najprawdopodobniej z lasu,tam wychowywał się).Na początku lekarz nie zdiagnozował.Ma kilka leków i zastrzyki.Rezultat juz jest,nie gryzie się.Zrobiła mu sie narośl na łapce,przy palcach i trzeba ja usunąć pod pełna narkozą i dać do badania...co to takiego.Niestety na pomoc TOZu,już liczyć nie możemy.Mam cichą nadzieję,że wszystko się ułoży i będzie dobrze...że Areniu będzie zdrowy i wesoły.Zrobię wszystko co w mojej mocy.
-
Witam.U nas jak na razie męża dopadła choroba.Pieski mają się bez zmian.Uszczęśliwieni wiosną i suczkami...Motylki i serduszka im w główkach fruwają.Areniowi trochę nie bardzo odpowiada ciepło,bo szybko męczy się(woli zimę)ale nad wodą da sobie radę.Planuję krótkim czasie ponowić badanie i leczenie,bo już nadchodzi czas.Dziękuję za pamięć i życzę zdrówka:)
-
Ares ma duży pęcherz,tak badania wykazały i to jakoś jest przyczyną.Zobaczymy na następnych badaniach co i jak,bo tą prostate trzeba dalej leczyć.Nie długo kończy się działanie leku które na to zażywał i trzeba ponawiać.Ares to moje spełnione marzenie.Zanim go znalazłam,rozmawiałysmy z córką o owczarku niem.że o takim marzę od zawsze i najlepiej byłoby znależć takiego,który potrzebuje pomocy(chociaż to takie gadanie z przymrużeniem oka było,bo był chory Cezar i Roki juz) i...jak to wytłumaczyć co nastąpiło?? Wczoraj udało nam się kupic taniej 2 legowiska odpowiednie dla duzych psów.Aresowi z niego wychodzić się nie chce...tak zadowolony,wygodnie mu teraz.Chcę aby czuł się jak nigdy wczesniej i wiem że tak jest.
-
Dziękujemy za pozdrowienia.Ares zaczyna mieć kłopoty z dziąsłami.Jego zęby przednie,dolne i górne były połamane juz i teraz coś mu puchną,ale to raczej go nie boli,ale swędzi.Spróbuję mu smarować czymś na dziąsła,ale nie jestem pewna,czy nie trzeba będzie usuwać tych zębów..Poza tym odzywają się stawy i ten pęcherz...cieknie mu mocz,sam.Mop stoi w pogotowiu non stop,ale podłoga to nie problem,szybko się zmyje.Chodzi o jego zdrowie.Tak wspaniale się zadomowił,jakby był tu od zawsze...jest szczęśliwy i chciałabym aby to trwało bardzo długo:) Pozdrawiam
-
Ja już się w tym wszystkim gubię.Nie śledzę poczynań nikogo zbytnio,bo nie mam na to czasu i w ogóle,nie jestem zwolennikiem sprzeczek,bo szkoda na to życia.Jeśli to było tak jak Pani pisze,to w czym problem...przecież jest tam na pewno data wystawienia itd.Myślę,że może TOZu chodzi o to,ze być może są tam wpływy na Aresa,do tej pory...bo TOZ stara się,aby na niego cos wpływało,na zblizające się ponowne badania i dalsze leczenie.Można wszystko na spokojnie sobie wytłumaczyć.Na ile kto mógł i chciał,pomagał i jestem za to wdzięczna razem z Aresem.A co było nie miłe,nie rozpamiętuję.
-
Jak po czasie przeczytałam to wszystko od początku o Aresie..przypomniałam...i tak na spokojnie już...to poryczałam się.Jaki on był biedny...ile ludzie zrobili...a jaki teraz szczęśliwy i zadowolony z życia.Tak go kocham...a jak on..to niesamowite.Wiem,że kiedyś...będzie mi okrutnie ciężko bez niego i oby był jak najdłuzej z nami i zdrowy.Zrodziła się ogromna więż...Ares staje w obronie już nawet,wstąpiło w niego życie i radość.Jest pełen wielkiej miłości.Dziękuję
-
Ares,zmienił się w takiego ważnego gościa,że dziś przyjechała telewizja Z Gorzowa do niego.Za sprawą Pani Prezes Anny Dryglas.Dziś o godz.18.30 będzie program z Aresem a roli głównej:) Chociaż muszę przyznać,że Rocki ma większe parcie na szkło,ha.Jestem z szokowana,nie spodziewałam się,że tak wiele LUDZIE zdziałają,dla Arenia.Wszyscy się nim zachwycają,jest lubiany przez sąsiadów i kochany przez nas.Myślę,że nigdy tak się nie czuł..A w święta objadał będzie się smakołykami.Nawet prezent pod choinkę już czeka:) Życzę wszystkim Zdrowych i Wesołych Świąt,jak i ich czworonożnym przyjacielom.
-
Areniu już jest po zdjęciu szwów.Był baaardzo grzeczny i cierpliwy.Po wyjsciu z lecznicy,Ares sam wskoczył sobie do auta...bez nakazu.Zaskoczył nas.Kolejny raz pomogła nam (bezinteresownie) z dojazdem Pani Iza z mężem,z Ziel.Góry.Tak wiele zrobili dla Aresa...że brak słów.Zapewnili mu dobrą lecznicę,porządnego lekarza i osobiście dowozili nas.Wspaniali ludzie...
-
Jak ja teraz sobie myślę o tym wszystkim,jak go znalazłam i co by było gdyby nie...że mógłby do schronu,gdzie by go uśpili i nie miałabym go zobaczyć takim szczęśliwym..a on nigdy by tego nie poczuł...to przeraża mnie.Dzięki Bogu,że wyszedł na tą drogę,a nie padł gdzieś w rowie.Jest taki wdzięczny na każdym kroku,posłuszny niesamowicie.To naprawdę cudo na 4 łapach.W piątek jedziemy na zdjęcie szwów i będzie piękny:)
-
Ja też się cieszę,że najgorsze za nami.Nie wiem które z nas, to gorzej przeszło.Nigdy wcześniej tak zle i ze mną nie było.Może to wynika z odejściem poprzedniego pieska mojego Cezara i jego choroby.Widoku jego bólu i oddania do samego końca.Dlatego tak strasznie bałam się o Aresa.Jeszcze czeka nas wyprawa na zdjęcie szwów.Fajnie,że nie jesteśmy sami i ktoś cieszy się razem z nami...Te święta będą inne...1wsze bez Cezara i 1wsze z Rockim i Aresem.Obawiam się o choinkę,bo Rockiemu to każda bombka z piłeczką będzie się kojarzyć.A i dzięki ogonom,to długo w pionie nie będzie:)