Witam chcę opowiedzieć smutną historię o dobermanie. Jest rodzina i ich córka która jest napalona na dobermana. Ma identyczne myślenie co forumowy dobermanek, nawet mieszka w bloku, obok las. Nie przyjmuje do siebie żadnych wiadomości, rad. Ona wie najlepiej. W końcu dostaje szczeniaka. Jak to bywa na początku cała rodzina biega z nim na spacery. Szczeniak rośnie i zaczyna rządzić. Dziewczyna stwierdziła, że sama go wychowa i nie musi chodzić na szkolenie. Oczywiście jak piesek się źle zachowa to nic się nie stało, nie ma żadnego korygowania jego zachowania. Pies staje się wielki, i teraz przeją władzę. Rodzina chodzi na paluszkach, żeby piesek nie zaatakował, wyleguje się na łóżkach (nikt nie ma prawa usiąść obok) a już całkowity zakaz jest jeśli coś spadnie na podłogę to należy do psa. Z czasem pies zaczął pokazywać ząbki i zaczął gryźć wszystkich oczywiście domowników też. Nikt już nie chciał wychodzić z nim na dwór i biedny pies całymi dniami siedział w domu. Dziewczyna stwierdziła że dostała psa chorego, bardzo agresywnego. I oczywiście go odda i weźmie innego. Niestety ale tak agresywnego psa nikt nie chciał i pies zakończył żywot w bardzo młodym wieku. A dziewczyna zadowolona wzięła psa innej rasy i postępuje identycznie jak z dobermanem. Niczego się nie nauczyła, nowy piesek też zaczyna powoli rządzić. Chociaż należy do rasy bardzo spokojnej ale w takim towarzystwie to już pokazuje ząbki. Lepiej żeby niektórzy w ogóle nie mieli psów