Pani Marto . Pisze mama Izy czyli przeszczęśliwa pani Kudzia :). Stało się coś w co Pani nie uwierzy. Zanim Kudłatek nam uciekł nie był jeszcze bardzo do nas otwarty może machnął z jeden raz ogonkiem :( Bo ucieczce no właśnie CUD :multi: pies kocha nas nad życie. Macha swoją dumną kitą jak tylko zawołam, chodzi na smyczce na spacery cały czas opierając się o moją nogę jakby bał się, że się zgubi i ciągle prosto w moją twarz ma wlepione swoje cudne oczy. PANI MARTO JA UMARŁABYM GDYBYM GO NIE ODNALAZŁA. Tyle łez wylanych przez tego mojego Kudzia było, że szok. Powiem Pani, że jak dostałam pierwszy sygnał o Kudłatym pojechałam tam pod las, weszłam do niego i bardzo daleko widziałam jak ucieka. Wtedy myślałam, że serce mi pęknie z bólu , że mogę go już więcej nie zobaczyć :( Powiedziałam do Boga a właściwie krzycząc w tym lesie, że dość srogo mnie w życiu doświadcza i próbuje ale dlaczego chce zabrać mi moje dziecko-Kudzia strasznie się wtedy popłakałam musiałam odczekać żeby pojechać autem do domku. I oddał mi go za co całym sercem dziękuję. Strasznie go kocham moje dzieciątko- Kudzinka kochanego( nie mogę dalej pisać) Zdjęcie będą za tydzień jak córka wróci z aparatem z Kanady :) Pozdrawiam wszystkich miłośników zwierząt :) Żaneta