ja właśnie czekam na wetke dla mojego psiaka, i czytam Wasze wypowiedzi... z decyzją borykałam się kilka miesięcy. Mój piesek to 11-letni rottweiler, wierny, kochający i niestety schorowany... nie chciałam podejmować decyzji ale jak widziałam, że Misza nie może się podnieść, jak mu się łapy rozjeżdżają, jak traci apetyt a na całym ciele dostaje ropnych ran, które się nie goją - stwierdziłam, że on był za dobry żeby teraz cierpieć. Wczoraj wetka wypytała o wszystko, o przebieg leczenia, o stan etc. jednak powiedziała, że rottweilery nie są długowieczne, a w tym wieku już niewiele można robić, zwłaszcza jak zastrzyki sterydowe nie dają efektu a pies ma się coraz gorzej. Umówione jesteśmy na 19, ma przyjechać i w domu, przy mnie pomóc Miszy przestać cierpieć. Misza dostał dziś swój przysmak - kostkę twarogu, był zawieziony do lasu żeby poleżeć na mchu, niestety nie mógł już pobiegać jak kiedyś miał to w zwyczaju, ale chociaż poleżał, a teraz leży pod moimi nogami i śpi.
Może część z Was by walczyła jeszcze, jednak ja nie potrafię, widzę jak mu jest ciężko, jak przestaje chodzić i jeść, widzę że chciałby się bawić z moją córką (2 latka) ale nie pozwalam na to bo nie chcę żeby zrobili sobie wzajemnie krzywdę, widzę jak ropieją mu rany na pysku i łapach mimo czyszczenia i dezynfekowania... wiem też że ma wielką odporność na ból ale wiem też że go boli... nie chcę już, żeby dalej męczył się i za wszelką cenę pilnował swojego zachowania, żeby nikomu nie zrobić krzywdy...
Nie jest to pierwszy pies, którego uśpiłam, kiedyś miałam jamnika-znajdę - zwał się Falkon - po 3 latach okazało się że ma osteoporozę, przetrącony kręgosłup i złamany ogon - dopiero jak się zaziębił wszystkie te rzeczy wyszły na jaw, nie dało się nic innego zrobić - 3 wetów powiedziało to samo.
Tak jak z Falkonem byłam do samego końca tak będę i z Miszą...
Kiedyś udało mi się wyprosić weta żeby oddał mi ciało psiaka bo chciałam je pochować w ładnym miejscu i się udało, mam nadzieję, że i tym razem mi na to wetka pozwoli...
A i tak czuję się strasznie, przepraszam że tak długo piszę ale musiałam się gdzieś wypisać bo już po ścianach chodzę a w głowie mam pustkę i sucho w gardle...