trans_b
Members-
Posts
26 -
Joined
-
Last visited
trans_b's Achievements
Newbie (1/14)
10
Reputation
-
Wlasnie nie moge tego jej siusiania rozgryzc. Najpierw myslalam, ze po prostu rano za bardzo ja cisnie (bo zwykle zdarzalo sie rano), chociaz niby potrafila w nocy obudzic na siku. Ale jak jej sie zdarzylo wieczorem, zaraz po powrocie ze spaceru, to zwatpliam. Robi tylko i wylacznie w pomieszczeniach niemieszkalnych (salon, korytarz, kuchnia) - ewidentnie nawet przycisnieta potrzeba nie brudzi sobie w sypialni (tj. w naszej sypialniopracowni, w budzie). Generalnie radzimy sobie tak, ze ograniczamy jej samodzielne przebywanie w ich okolicach, tj. albo jest sama na dworze, albo jest ze mna w pracowni - nigdy sama w mieszkaniu. Aha, zapomnialam dodac - juz rzadko ja przypinamy przy budzie, raczej puszczamy ja luzem po ogrodku. Jej kopanie nie ma charakteru celowego (tj. kopie dla kopania, a nie w celu wykonania podkopu), a najslabszy element plotu ma aktualnie pod soba bruk, wiec tedy sie nie wydostanie. Diefa sie z nia bawi. Glownie powarkuje i podgryza, ale nigdy nie zaciska zebow. Czasem nawet sama Trusie zaczepi. Jak ma Trusi dosyc, to ja czasem mocniej zebami potraktuje, ale bez wrogosci, raczej z cyklu "spadaj, mloda". Aha, psy maja oba legowiska u nas w sypialni: Diefa jako starsza i godniejsza miala koc i 2 poduszki, Trusia - stara koldre. Diefa ciagle zajmowala jej miejsce, wiec sie w koncu zamienily. Ciekawe, kiedy ponowna zamiana (Diefa jest po prostu zazdrosna. Nawet wode wypije Trusi, dla zasady).
-
Dawno sie nie odzywalam, ale w sumie nic sie nie dzieje. Trusia ma sie dobrze, jest zdrowa, ladnie je i jest pelna energii. Przyzywczaila sie do tego, ze czasem wychodzimy/wyjezdzamy i przyjmuje to ze stoickim spokojem. Molestuje Diefe, dziecko obchodzi szerokim lukiem i ogolnie stara sie dopasowac do rodziny. Zdarza jej sie posiusiac w domu albo cos pogryzc (miske, bude, koc), ale raczej tylko swoje rzeczy. Wyslalam aurzee zdjecia do wrzucenia - ledwo udalo mi sie cokolwiek zrobic, bo jakTrusia jest na chodzie, to mi same zamazane foty wychodza, a jak spi, to nie ma co fotografiwac (zreszta budzi sie jak podejde).
-
U nas z kolei dzicz totalna, ale przynajmniej jest gdzie psy wyprowadzac bez narzekania, ze brudza, smierdza, szczekaja itp. Z tym "standardowym ujeciem" to dokladnie tak jest: zrobilam jej chyba ze 30 zdjec tego dnia, wszystkie wyszly tak samo (tj. na pierwszych jest tylko ogon albo sam tuman kurzu - dopiero potem sie zorientowalam, ze jak chce jej zrobic zdjecie, to migawke musze nacisnac, jak ja slysze za rogiem).
-
Patykami owszem, bawi sie, chetnie tez wyrywa z dzialki suche chwasty i je tarmosi, ale chcielismy tez jej dac tez cos do domu, co moze pocmoktac zamiast swojego legowiska/smyczy/krzesla/sciany/kapci meza. Tak jeszcze z przygod ostatnich dni: w przeciwienstwie do Diefy nie jest smieciozerem, wiec sie zdziwilam, jak ostatnio na spacerze cos chapnela w zeby. Zaraz jej paszczeke rozwarlam, bo sie balam, ze jednak jakies guano ja skusilo - a tu martwa mysz! Az sie przestraszyla, mimo ze myszy na mnie nie dzialaja. Ktos, kto sie boi myszy, pewnie by na zawal zszedl :) Aha, i bardzo chciala wyrwac za krolikiem, ktorego wyploszyla. Drapieznik z niej :)
-
Troszeczke tak :) Wreszcie udalo nam sie uruchomic moj komputer, wiec wyslalam aurzee :) zdjecia do wrzucenia. Znow mielismy rozczulajacy moment: kupilismy w weekend Trusi zabawke - taki gumowy patyk. Nie bardzo wiedziala co z tym poczac, wiec chcielismy jej pokazac: machniesz jej tym nad glowa, to sie kuli ze strachu. Pacniesz ja tym w nos, to kuli ogon, probujac zrozumiec, co przeskrobala. Na szczescie Diefa oczywiscie jej te zabawke ukradla (choc sama sie nie bawi) i zaczela na jej oczach ja gryzc - i dopiero Trusia pojela idee. Zakompleksiona dziewczyna, nie ma co.
-
Musze przyznac, ze dziewczyna tak sie stara, ze z jest rozczulajaca. Wczoraj wieczorem mialam troche pracy, wiec nie moglam sie z nia bawic, Diefa byla zmeczona i chciala spac, wiec Truska z nudow zaczela obgryzac sciane. Dalam jej za to po nosie - i zareagowala jak zbity pies, posmutniala i odeszla zgnebiona w kat i tam lezala juz grzecznie az do pory kladzenia sie spac. Diefa nie dosc, ze nawet najgorszym laniem sie nie przejmuje, to jeszcze potrafi odpyskowac albo sie zemscic. Nie nastawialam sie, ze jakos szczegolnie ja polubimy - Diefa przez 6 lat, ktore z nami jest, niezle dala nam w kosc (nie powiem, ze jej nie lubimy... ale powiedzmy, ze nam tego nie ulatwia), ale naprawde potrafi chwycic za serce. A moj komputer wciaz lezy, nie wiem, kiedy uda mi sie wyslac zdjecia.
-
Wypuszczamy, ale i to dla niej za pozno. Robilismy tak: wstajemy, schodzimy na dol nakarmic psy i w miedzyczasie sie ubieramy. Schodzimy znow na sniadanie, maz szykuje sie do pracy, ja ubieram corke (jakies 10 minut) - i juz kupa w salonie, zanim zdazymy w ogole psy wypuscic. Dzis wywalilam Trusie na dwor razem z miska ze sniadaniem i elegancko zalatwila sie dopiero na spacerze. Problem chyba nie tkwi w tym, ze nie moze wytrzymac, tylko ze najwyrazniej salon traktuje jak czesc ogrodka. A dzis w nocy znow piszczala, jak jej sie siusiu chcialo, wiec potrafi zawiadomic.
-
Dzis znowu byl komplet na dywanie, i to nonszalancko, miedzy sniadaniem a spacerem, zupelna samoobsluga bez najmniejszej zenady... A juz tak ladnie zalatwiala sie na spacerze! Mam nadzieje, ze to tylko braki w wychowaniu, a nie taka preferencja (pies rodzicow przez 11 lat sie nie oduczyl...). A poza tym cisza-spokoj. Psy sie toleruja bez problemow, jak mloda za bardzo fika, to dostanie od starej po nosie, ale nie ma juz rzucania sie do gardla. Widac, ze bardzo stara sie byc lubiana i stara sie w ogole. Generalnie jest nawet grzeczniejsza od Diefy (przychodzi na zawolanie, jak sie w nocy kreci i kaze jej isc spac, to pojdzie) - tylko czasem jej cos strzeli i musimy brac na to poprawke - tak jak wtedy gdy szalala w ogrodku, zawolalam ja trzymajac smycz w reku, bo chcialam isc z psami na spacer - a ona sobie ubzdurala, ze chce ja przypiac i za nic nie chciala podejsc (podchodzila na 2-3 metry i sie cofala). Chyba jej kupie jakas zabawke do gryzienia, bo widac, ze ja zeby swedza (diefa ma swoje, ale sie zupelnie nie bawi. To jednak nie powod, zeby jej zabierac i dawac mlodej). Patrzylam na te w Polo, ale obawiam sie, ze by je zelknela, musze znalezc cos solidniejszego (i nie piszczacego, bo zwariujemy...).
-
Tak, doszla.
-
Tfu, tfu, zeby nie zapeszyc, ale dzis na spacerze zrobila komplet - oczywiscie wychwalalam ja w niebiosa, co Diefa skwitowala mina "zwalilam 2x wieksza kupe i nawet sie nie zajaknelas na ten temat". Faktem jest, ze profilaktycznie zastawilismy salon krzeslami (tam nie ma drzwi, wiec zamknac nie ma jak), a Trusie na czas ubierania wystawilismy do budy (10-15 minut), wiec nie bardzo miala szanse zrobic cokolwiek w domu. Wczoraj po raz pierwszy psy bawily sie w domu, czyli Diefa byla bez kaganca. Mimo ze syczy i marszczy nos, przy wzajemnej kotlowaninie nie celuje juz w szyje, tylko w lapy i w ogole nie zaciska szczek - czyli naprawde zaczynaja sie bawic. Kto wie, moze wziecie Trusi przedluzy nieco zycie Diefy, bo ostatnio z ruchem to u niej kiepsko bylo. Procz spacerow praktycznie caly czas spi, wypuszczona do ogrodka chwile zwiedza, po czym kladzie sie w sloncu i grzeje stare kosci, a ludzi w ogole nie uznaje za partnerow do zabawy (za mlodu od biedy latala za patykami, ale i to nie zawsze).
-
Troche mniej, juz powiedzmy, ze w granicach wytrzymania (pierwszego dnia to byl obled - wyobrazcie sobie glodnego psa, ktory natrafi na rozsypane zarcie - dokladnie ta sama natarczywosc, tylko w postaci lizania). Widac, ze sie dziewczyna bardzo stara: mniej podgryza rzeczy, mniej lize, nie wchodzi do pokoju malej (jedyne pomieszczenie, do ktorego bezwzglednie jej nie wpuszczamy - staje grzecznie w progu i czeka). Nadal ma jednak problem z tym zalatwianiem sie. W nocy bylam z niej dumna, bo zaczela piszczec, wypuscilam ja do ogrodu, zrobila siusiu, wrocila i poszla grzecznie spac - ale rano juz sie nie patyczkowala i bez jakiegokolwiek proszenia o wypuszczenie zwalila kupe w salonie. A psy sa wyprowadzane zaraz po sniadaniu, czyli jakies 45 minut od wstania, wiec naprawde nie byla przetrzymana. Poprzednie nasikanie tez bylo tak wlasnie rano, zaraz po przebudzeniu. Staralam sie ja dzisiaj chwalic na spacerze za kazde siku, ale nie wiem, czy pojela aluzje. :/
-
Padl mi komp, wiec chwilowo mam utrudniony kontakt ze swiatem. Dzis zaszczepilismy Trusie p. wsciekliznie i zalozylismy jej ksiazeczke od razu. Dwa dni temu zasiusiala dywan; ciagle ma biedaczka proble z zalatiwaniem sie na spacerze (tj. na smyczy - nie puszczamy jej jeszcze). Po powrocie puszczamy ja jeszcze wiec w obrebie ogrodzenia, zeby sie dosiusiala i na razie jest spokoj. Porobilam pare zdjec, ale nie wiem kiedy podesle do wrzucenia - zalezy kiedy mi maz komputer reaktywuje.
-
Juz gdzies pisalam: mamy dosc liche ogrodzenie, a Trusia juz mi pokazala, gdzie sa slabsze sztachety oraz jak ladnie kopie dolki. Dopoki nie stac nas na lepsze (pewnie wiosna), boje sie ja zostawic luzem bez nadzoru. Ale lata tez luzem, bo wychodze codziennie co najmniej na godzine do ogrodu popracowac, to wtedy sie tam goni z Diefa (ze mna troche tez). Dopoki nie zzarla smyczy, miala tak dluga, ze mogla sobie spokojnie zejsc ze schodow i polozyc sie obok. Ale najwyrazniej ganek jej sie podoba. Na przyklad teraz: zimno jak diabli, wiec po spacerze (i krotkiej sesji w ogrodku) oba psy zagonilam do domu. A Trusia z powrotem pod drzwi i nie da sie jej zagonic do srodka. Ide po nia do korytarza, a ona stoi pyskiem do drzwi i merda ogonem. Otwieram drzwi, to wychodzi, ale nie szmyrga dalej, tylko staje na ganku. Przypinam, nie robi problemow, tylko zaczyna szczekac na ptaki, samochody czy cokolwiek ona w tej dziczy slyszy. Wieczorem bylo to samo: bawimy sie w ogrodku, chce wracac do domu, a ona zamiast do korytarza, idzie do budy i tam sie kladzie. A tak z innej beczki, to dziewuchy znow lepiej. Wczoraj Diefa ewidentnie merdala ogonem w czasie zabawy, a dzis na spacerze sama (!) zaczepiala Trusie i ja prowokowala.
-
Nijak. Na poczatku probowala ja wylizywac jak kazdego innego czlonka rodziny, ale dalam jej wyraznie do zrozumienia, ze sobie tego nie zycze. Trusia jest tego samego wzrostu co mala, latwo moze ja przewrocic, poza tym co innego lizanie nas po rekach, a co innego wylizywanie malej calej twarzy. Poza tym Trusia troche podgryza przy lizaniu... W kazdym razie teraz do malej nie podchodzi, a jak mala podejdzie do niej, to sie kladzie i daje glaskac. Chyba zauwazyla juz, ze Maly Czlowiek to w domu swietosc i nie chce sie narazac. Ale fajnie, ze Trusia tak lubi siedziec na dworze. Jak jej sie w domu nudzi, to sama schodzi na dol i czeka pod drzwiami, az ja wypuszcze (na pewno woli latac luzem niz siedziec na ganku, ale nie protestuje - chyba, ze wychodzimy). Jak troche dorosnie, bedzie z nia mniej problemow, niz z Diefa (wiecznie skoltuniona i zaklaczona posciel i pies z czekajacy z mina niewiniatka...).
-
Tia, niewatpliwie. Wczoraj zjadla dwie smycze. Jedna pogryzala juz od dluzszego czasu, dluga przepilowala w godzine. A jaka z siebie dumna byla! I nie z jakiejs rozpaczy, ze ja przypieli, tylko ewidentnie z nudow (przegryzla smycz, ale lezala kolo niej, na metr sie nie ruszyla). Bedziemy musieli kupic lancuch (tzn. smycz z lancucha)... :/ Ale poza tym dziewuchy sie coraz lepiej dogaduja, wczoraj znow dokazywaly na podworzu, a Diefa juz na Trusie warczy tylko w sytuacjach, gdy ta ewidentnie jest sama sobie winna (np. jak glaszcze Diefe, a ta wpycha swoj pysk pod moja reke). Diefa poczula tez "misje": nie pozwalam Trusi samej podchodzic do dziecka - dzis rano jak sobie "pozwolila", to ja Diefa zebami od malej odgonila i zaslonila wlasnym cialem. A myslalam, ze za mala nie przepada... (podejrzewam, ze akurat nie tyle bronila dziecka, co chciala sie wkupic w moje laski). Probowalam zrobic psom zdjecia, szczegolnie jak sie bawia, ale znow skonczylo sie tym, ze Trusia zaczela sie lasic wokol kolan i nie dalo sie jej strzelic zadnej dobrej fotki.