Witam,
musze zacząć od przedstawienia całej sytuacji... Mam 19 lat i od dwóch lat jestem w związku. Mój chłopak postanowił mieć malamuta (mieszka z rodzicami w domu z ogrodem i wszyscy się zgadzali, wiedzieliśmy o bieganiu itd) . Kupiliśmy szczeniaka i w momencie kiedy po szczepieniu miał zacząć zostawać na podwórzu zaczęły się obiekcje mamy (doczytala że te psy uciekają i chciała go zapiąć na łańcuch!).
Koniec końców szczeniak wylądował u mnie. Mieszkam w bloku z tata, nie pracuje ale mam rentę i utrzymanie psa nie było by problemem. Tylko nie wiem czy to dobry pomysł.
I tu pytanie do was... Czy lepiej by małemu było u mnie (w bloku, jak by się uprzec to ma gdzie biegać bo nie daleko mamy las , motocross i duże jezioro), na łańcuchu u mojego chłopaka rodziców czy lepiej jednak będzie go z ciężkim sercem oddać komuś kto ma warunki... Zależy nam na dobru psa i byli byśmy w stanie go oddać do schronu nawet z nadzieja że weźmie go ktoś z domem... Proszę pomóżcie!
Piesek ma pięć miesięcy już i nauczył się czystości, sztuczek, wszystkiego co potrzebne do trenowania uciągu (komendy kierunku, startu, i noszeniaprzezy) i myślę że ktoś by go wzioł ale ciężko się z nim rozstać... :-(