gdyby to był mój pies, byłby wykastrowany od kiedy tylko było to możliwe... no, i nie oddawałabym go, od tego zacznijmy. w tym momencie jego sytuacja domowa jest tak, hmm, porąbana, że nie wiem, na ile w ogóle jest to możliwe - sama kastracja oczywiście tak, ale nie wiem, co z późniejszą "intensywną opieką" nad nim. sama mogłabym nad nim sprawować pieczę, gdyby nie to, że mieszkam w krakowie, a maks - pod lublinem, marne 300km ode mnie...