Mnie w przyszłym tygodniu nie będzie, więc podrzuciłby Ci Ją mój Mąż, jeśli Jego wyjazd dojdzie do skutku. Ja nie będę miała dostępu do komputera, więc jak mogłabym się z Tobą inaczej skontaktować, żeby potwierdzić potrzebę "przechowania" Bahii?
Bahia ma jeden "problem"... Jak gdzieś jest (było też tak u Sabiny i przy pierwszych wizytach u moich Rodziców), to od razu traktuje teren jako swój wraz ze wszystkimi osobami i zwierzakami, które w momencie jej przybycia tam są. Ale każdy, kto przychodzi potem (do pokoju, domu, ogrodu) traktowany jest jak obcy i w Bahii budzi się obrońca... To przechodzi, ale zjeżona i warcząca nie wygląda tak sympatycznie...