Oto ja, życzliwy obserwator, rzekłbym, admirator łowickiego schroniska… trę powieki, ócz wejrzeniu nie dowierzam; do dziś komplementujący zgodne zabieganie osób ku humanizowaniu problemu „przetrzymywania zwierząt” – zatem mądre zarządzanie, sumienności pracowników, zaangażowanie grona wrażliwych emocjonalnie wolontariuszy, oto teraz miotam się, nic nie pojmujący, za sprawą…
Zjawia się w schronisku, co zaliczyć należy do wydarzeń na miarę… upadku meteorytu tunguskiego, przedstawicielka Łowickiego Stowarzyszenia Przyjaciół Zwierząt. Sterując ręcznie, choć niezręcznie, doprowadza do zaniechania kastracji psiny w typie azjaty, ekspresowej adopcji z pogwałceniem schroniskowego obyczaju - dobrego p r a w a wyrażonego regulaminem(!) adopcji. Psisko przekazane zostaje nieświadomym obowiązujących norm (choćby wizyta przeadopcyjna) nowym właścicielkom.
[B]A r m a g e d o n[/B]!!!
Na mój nos - jakaś [I]wysoka zwierzchność[/I] wspomogła przedstawicielkę, i wydała decyzję o ściągnięciu psiaka z lecznicy weterynaryjnej p. Mai, tuż przed zabiegiem. Na mój, rozdęty tabaką nos, [I]rzeczona zwierzchność[/I] działała w oparciu o… rachunek ekonomiczny np.; przecież nie wszystkie schroniska mają tak wyśrubowane normy adopcyjne. Ergo, wyż [I]wzmiankowana zwierzchność[/I], kierując się dobrze(?!) pojętym interesem podatnika rozciągnie, nie daj Boże, precedensowy przypadek na inne, przyszłe adopcje – żadnych tam, psia mać sterylizacji, kastracji za nasze… ups, wasze pieniądze. A jeśli tak się stanie…
Jedynym zasadnym elementem frazy – Łowickie Stowarzyszenie Przyjaciół Zwierzątpozostanie przydawka… ł o w i c k i e