Jak przyszłam do domu, to młoda odżyła, kupiłam jej w zoologicznym jedzonko w takiej saszetce, (sprzedawca mówił, że dobrej jakości) pochłonęła całą michę, napiła się wody i wyszłyśmy na spacer. Udało mi się zebrać mocz (do takich woreczków dla niemowlaków), badanie wyszło ok. NIe było krwi w moczu, nie ma zapalenia, wyniki w normie. Wet powiedział, że może być taka osowiała gdy mnie nie ma, bo tęskni i jak ja wracam, to zaczyna funkcjonować. Faktycznie zawsze jak mąż miał na popołudnie to ona raczej do południa spała (ale nie kontrolował czy pije, sika itp). Wet powiedział również, że może ona za dużo szaleje po południu, wieczorem i opaski które ma założone na kikucie szyjki macicy trochę popuszczają i dlatego to plamienie. Bo jak ja przychodzę do niego, to jest tylko resztówka tych brudków (bo całe do południa ona leży i nie szaleje i nie ma z czego lecieć). Faktycznie młoda dostaje "głupawki" gdy wychodzi do ogrodu. Dzisiaj miała trochę tego plamienia, ale dużo mniej niż wczoraj i przed wczoraj. Wet powiedział, żeby trochę poczekać, poobserwować, przyjść gdyby ta krew była bardziej czerwona, lub byłoby jej więcej. No więc czekam, obserwuję i młodej już nie pozwolę biegać, tylko spacerki na krótkiej smyczy (biedactwo). Byle do poniedziałku jak już zdejmą szwy.