Co do tego, że pusty dom, to się zgadza...niby czasami jak pies szczeka, wariuje, to denerwuje jak ktoś ma gorszy dzień, ale kompletna cisza jest jeszcze gorsza...
Z psiną będzie trzeba się wstrzymać. W sumie tym bardziej, że nie jestem pewien czy nie będę musiał opuścić miejsca zamieszkania na pół roku - szkolenie skoszarowane, to szkoda by było psiaka brać, a potem wyjechać na 6 miesięcy bez możliwości zabrania go, a jak widzenia, to może dwa razy.
By nie zakładać nowego wątku, jak jest w końcu z wolontariatem w schronisku ? Mam doświadczenie tylko związane z wolontariatem w ogrodzie zoologicznym. A czytałem na forach, że podobno schroniska aż tak nie przepadają za wolontariuszami. Tylko nie wiem ile w tym prawdy.
Czuję się o tyle dobrze, że gdy Roki odchodził to byłem cały czas z nim, do końca...wiedział, że nie jest sam. Szczerze, nigdy mi do głowy nie przyszło, że aż tak ciężko będzie po rozstaniu się z psiną, nigdy nie dopuszczałem do siebie tej myśli, bo kto dopuszcza jak pies jest młody, nigdy przez lata nie chorował. Przynajmniej wiem, że w domu był szczęśliwy, wiem, że miał zapewnioną miłość i co chciał. Od małego, bo był z nami odkąd skończył miesiąc, taka malutka kulka, która biegała :)