Jump to content
Dogomania

wojski76

Members
  • Posts

    15
  • Joined

  • Last visited

wojski76's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Dziękuję za update na temat Feliksa:) Mam nadzieję, że jego problemy ze zdrowiem wkrótce się skończą, a z doświadczenia wiem, że niewidome pieski często niewiele sobie robią ze swojego kalectwa i bardzo fajnie znajdują się w świecie. Pozdrawiam:)
  2. hello, chciałbym zapytać, jeśli nie zawracam zbytnio głowy, czy Feliks ma się już lepiej (stan jego skóry, wzrok etc.)?
  3. hello, chciałem zapytać czy są jakieś wieści o niewidomym Feliksie?
  4. Mi również te malce się mylą (zresztą nie tylko one - fatalna pamięć do imion, zarówno ludzkich, jak i "nieludzkich":), ale to zdecydowanie jeden z naszej gromady. Piszę "naszej", bo Horacy coraz bardziej w nią wsiąka i ma już tam swoje grono fanów; zawdzięcza to przede wszystkim swojej anielskiej cierpliwości, z którą znosi wszelkie awanse ze strony najmniejszych, tych średnich i nieco większych kumpli i kumpelek. Niektóre psiaki czując, że Horacy jest nieco inny, usiłują go zdominować: te większe czasami ustawia warczeniem albo kłapnięciem, natomiast małe mogą mu (dosłownie:) wchodzić na głowę. Od poniedziałku towarzyszy Horacemu na spacerach Słomka, którą dostałem na przechowanie na tydzień, choć zostanie zapewne na kolejnych kilka dni. Podobnie jak on na początku i ona zrazu reagowała paniką i błąkała się gdzieś na peryferiach rozbawionej i rozszczekanej bandy (sunia chowana jest sama, bez czworonożnych kolegów), ale dziś wieczór zaczęła sama szukać towarzystwa innych psiaków, a nawet jednemu trochę się odgryzła, bo zasłużył. Polecam wieczorne "spędy" na polance jako świetną terapię dla piesków nieco wycofanych, które potrzebują socjalizacji - Albercik, to działa:)! Po powrocie z wieczornego spaceru (a właściwie pobytu na łączce i podchodach z innymi psiakami) wykręciłem dziś Horacemu pierwszego kleszcza (na szczęście, nie zdążył się, skubany, jeszcze opić) - chyba pora na kolejną porcję frontline'u. Ponieważ Horacy w trakcie zabaw na polance szoruje też brzuchem i łokciami po ziemi, poocierało mu się tam co nieco, ale dostałem dziś namiary na jakieś mazidło i od jutra zaczniemy smarować:) I tyle:)
  5. Nie było nas z Horacym na forum ho, ho... a może i dłużej:) Powodem "nasza mała stabilizacja" czyli nie dzieje się wiele, ot życie. Z newsów - na jednym za spacerów odkryliśmy, że na łączce, niedaleko gdzie żyjemy, zbiera się co dzień bardzo fajne grono piesków wraz z właścicielami; psiaki dokazując razem socjalizują się w ten sposób, co ważne szczególnie dla Horacego, bo nie chciałbym żeby z uwagi na swój handicap i brak kontaktu z ludźmi i innymi animalsami (żyjemy sobie z Horacym na tych 50m2 jak w pustelni:) zdziczał towarzysko, wyhodował w sobie jakieś strachy lub agresję. Po pierwszych spotkaniach, kiedy to z podkulonym ogonem uciekał przed kontaktem lub przywierał do ziemi usiłując włożyć czapkę niewidkę:), obecnie Horac radzi sobie coraz lepiej i potrafi już odwarknąć i kłapnąć zębiskami, gdy czyjeś awanse mu nie odpowiadają (chodzi zwykle o większe pieski, których same rozmiary wzbudzają szacunek, a w Horacym być może niepokój, dlatego "bezpieczniej" mu pewnie odgryźć się, ot tak, na zapas niejako:); ale nawet wówczas ogon zazwyczaj nie przestaje merdać, a więc to raczej nie żądza mordu, a zwykłe ostrzeżenie. Fantastycznie natomiast radzi sobie z mniejszymi psiakami (nie czuje zagrożenia?), a zwłaszcza z dwoma, kilkutygodniowymi szczeniakami, którym pozwala wchodzić sobie na głowę i nie tylko:) I tyle od nas - pozdrawiamy:)
  6. Przed chwilą wróciliśmy z Horacym ze spaceru, na którym po raz pierwszy usłyszałem jak szczeka i warczy, a wszystko to za sprawą 9-miesięcznego, bardzo fajnego, ale jednak większego, głośno dyszącego Horacemu w kark labradora. Horacy najpierw kładł ogon i uszy po sobie, ale gdy dotarło do niego, że nie pozbędzie się w ten sposób natręta, zaczął szczerzyć kły i powarkiwać. Raz czy dwa (np. kiedy intruz usiłował dobrać mu się do części intymnych:) powarkiwanie to przeszło w głośne i, w zamyśle, odstraszające szczeknięcie; z mizernym zresztą skutkiem, bo labrador nie przestawał Horacego adorować. W sumie - przygoda:)
  7. OK, przyznaję się do swojej indolencji w sprawach technicznych oraz nabytego lenistwa (lata praktyki:) - mam kilka zdjęć Horacego, które chętnie przesłałbym komuś dysponującemu odpowiednim know-how, tak aby wkleił je na forum. Jeśli nie naruszam tym forumowej netykiety, to poproszę o kontakt - wyślę maila z załączonymi zdjęciami.
  8. Odpukać w niemalowane - od tygodnia "syfon":) Horacego aktywizuje się jedynie podczas spacerów. Wciąż jeszcze po powrocie z dłuższych wyjść rozglądam się po kątach, żeby sprawdzić czy pies nie zostawił w domu żadnej niespodzianki, ale wygląda na to, że dogadaliśmy się w tej sprawie z Horacym. Może zatem te pierwsze kilka polań było rezultatem stresu adopcyjnego lub zwykłego przepicia - Horac, gdy dorwie się do miski, nieistotne czy z wodą czy z karmą, zwykle czyści ją do końca. Z newsów - wspominałem już o kawałku zielonej przestrzeni, gdzie niedawno zaczęliśmy chodzić z psem na spacery; kilka dni temu zdecydowałem się spuścić Horacego ze smyczy i okazało się, że on bardzo sobie chwali taką swobodę. Ignoruje, co prawda, większość moich komend i zajęty obwąchiwaniem okolicy zapomina o bożym świecie, ale nic to. Ostatnio na dłuższych spacerach przynajmniej raz tarza się w trawie, co sprawia, że ja zaczynam trochę panikować, bo Słomka - suczka, którą kiedyś miałem - robiła podobnie, z tym że skubana zawsze wybierała jakąś zaschłą kupę lub padlinę, żeby się wyświnić i jechało od niej potem nieziemsko. Póki co, Horac trzyma się trawy i zapach po takiej "kąpieli" ma dość przyjemny. I tyle:)
  9. Horaca ucho (to wygolone przez wetkę Kasię na potrzeby smarowania ranki:) się czerwieni z zakłopotania, gdy słyszy Wasze posty ("słyszy", bo czytam mu czasami do poduszki:) - dziękujemy. Wspomniane ucho to już nie problem, natomiast zdarza się Horacemu (dotychczas chyba 4-5 razy) posikać się w domu i to np. 5 minut po powrocie z godzinnego spaceru, na którym ani kropelki. Nie wiem jeszcze czy to z uwagi na stres adaptacyjny (raz wstrzymał się na 24h, po czym puściły tamy i zalał mi parkiet niczym biblijny potop:), czy też, jak wspomniała wetka, może to być związane z zabiegiem sterylizacji - aha, miałem zapytać: czy jest szansa dowiedzieć się czy jądra Horaca przed zabiegiem były w mosznie (przepraszam co wrażliwszych forumowiczów, ale tak brzmiało pytanie wetki Kasi:) i czy sam zabieg przebiegł bez problemów np. nic tam w środku nie zostało (jest może jakaś dokumentacja?)? Horac jest już po obiedzie i właśnie zapadł w drzemkę - ponieważ za oknem sauna, a panele w domu miło chłodzą, wybrał je, a nie kojec:) I tyle:)
  10. Krótki update - Horac opanował już w pełni sztukę schodzenia ze schodów; wychodzi mu to niemalże równie szybko jak wchodzenie na nie:) Ulubiona zabawa? Gryzienie się i szarpanie z Wojtkiem - o ile w szarpaniu Wojtek ma czasem przewagę, o tyle w gryzieniu Horac jest klasą samą w sobie: moje przedramiona to obraz nędzy i rozpaczy:) Na szczęście Horac zna i reaguje na "bezpieczne słowo" - spokój - i nie wykańcza mnie, gdy pokonany leżę w kałuży krwi (ta "kałuża krwi" to tak dla dramatyzmu, oczywiście; zazwyczaj jest tego nie więcej niż 100, góra 200ml:) I tyle:)
  11. Oczywiście Horac prosił, żebym przekazał podziękowania (jak zwykle, wypadło mi z głowy), ale ponieważ lepiej późno niż wcale, oto one - dziękuję Ajula za wskazówki co do zamieszczania zdjęć; mam nadzieję wkrótce z nich skorzystać. Horac coraz pewniej zachowuje się na spacerach; wciąż nie mamy jeszcze stałej trasy, ale przejeżdżające tramwaje (mieszkam wzdłuż linii) nie wywołują już odruchu ucieczki. Okazuje się, że mam pod blokiem całkiem spory obszar zieleni, gdzie moja stopa, pomimo ponad dwóch lat pobytu tutaj, jeszcze nie postała. Teren, choć niespecjalnie urokliwy, to jednak otwarty i w bezpiecznej odległości od ruchu ulicznego - wydaje się idealny dla Horaca, który podziwia zwiedzane okolice bardziej nosem:) Udało mu się również poznać/powąchać kilka z osiedlowych psów - romanse nie zostały jeszcze nawiązane, ale obyło się też bez awantur i agresywnego obszczekiwania, zatem, w sumie, doświadczenia te możemy zaliczyć na plus:) Ucho goi się fantastycznie - nic już z niego nie wypływa, a Horac w miarę karnie poddaje się procedurze smarowania maścią, bo wie już chyba, że po jej zakończeniu ma z tego ciacho:) Pozostanie niewielkie zgrubienie w okolicy ranki, ale i ono stanie się szybko niewidoczne, w miarę jak Horacemu odrastać będzie sierść (ta "dzicza":) I tyle - pozdrawiamy:)
  12. Hello, byliśmy dziś z Horacym u wetki Kasi i jej zdaniem ucho goi się bardzo dobrze i, choć trzeba będzie jeszcze przez jakiś czas przemywać i smarować, to nie powinno być z nim problemów. Wetka Kasia przypuszcza również, że Horac może być nieco starszy niż to stoi w jego papierach - wychodzi na to, że spryciarz zełgał w formularzu adopcyjnym:) A dla zainteresowanych - o kolorze jego sierści mówi się "dzicza":) Wróciliśmy również do starej, dobrej smyczy, bo wydaje mi się, że szelki stresowały Horaca do tego stopnia, że na 24h przestał się załatwiać; to, oczywiście, tylko kolejna z moich teorii, ale, za radą wetki, będę obserwował psikanie na spacerach (Horac robi to śmiesznie, bo czasem podnosi nogę, czasami zaś jedynie kuca i wtedy leje sobie po przedniej łapce, choć najwyraźniej wcale go to nie rusza:) Dwa dni temu miał miejsce przełom - przeciągnięty przeze mnie na siłę przez dwa schodki, Horac odkrył najwyraźniej, że nie taki diabeł straszny i od wczoraj schodzi już prawie sam - powoli i po jednym schodku tzn. za każdym razem wszystkie cztery łapki muszą się znaleźć na tym samym schodku, żeby spróbować schodka poniżej, niemniej bez dramatów:) I tyle:) Pozdrawiamy:)
  13. Horac obudził się właśnie z jednej ze swoich drzemek i chodzi czujnie po domu, tak jakby sprawdzając czy wszystko jest na swoim miejscu. Jest:) Byliśmy dziś w zoologu i zamieniliśmy obrożę, zresztą bardzo fajną, bo z diodkami, na szelki. Horac przyjechał w tej obroży z Wawy, ale myślę, że wygodniej mu będzie w szelkach, tym bardziej, że na spacerze trzeba mu czasami szarpnięciem wskazać drogę, inaczej obijałby się o co drugie drzewo. Pewnie nie od razu się do szelek przyzwyczai, ale obrożę chętnie zwrócimy Animalii z dużym "dziękujemy":) Może dorabiam do tego jakąś teorię, podczas gdy w rzeczywistości może chodzić o zwykły brak apetytu, ale po kilku dniach "czyszczenia" miski, dziś po raz pierwszy Horac zjadł swoje śniadanie (sucha karma), zostawiwszy jednak część (na później?) - może dociera do niego powoli, że nie musi już nahapać się na zapas, bo nie wiadomo, kiedy będzie miał następną ku temu okazję; może zaczyna czaić, że micha jest i będzie, i nie ma potrzeby fundować sobie niestrawności:) Oczywiście obiad, na który składał się mix suchej karmy z mięchem z puszki (dziś w karcie była dziczyzna:), szamał tak, że mu się uszy trzęsły i wylizał miskę do czysta. Dwa razy wylizał:) I tyle:) Aha, narażając się na śmieszność, zapytam: jak dołączyć do posta zdjęcia?
  14. Hello:) Dopiero dziś debiutuję na dogomanii, choć to m.in. stąd przez dwa tygodnie przed adopcją czerpałem informacje o Miśku (przechrzciłem go na Horaca/Horacego, bo "Misiek" jest u nas w rodzinie zarezerwowany dla mojego chrześniaka). Ponieważ jesteście ciekawi co u niego słychać, śpieszę donieść, że żyw i cały. Właśnie wróciliśmy ze spaceru i Horac odpoczywa teraz w swoim kojcu. Spacery wciąż go chyba stresują i nie udało mi się jeszcze zrobić zdjęcia, na którym byłby równie zadowolony, jak na zdjęciach u BeaBono - może robię coś nie tak? Jeśli macie jakieś sugestie - chętnie skorzystam. O ile na spacerze jest lekki stresik (o zejściu ze schodów nie wspomnę - nie ma bata: zapiera się, piszczy i trzeba go znosić; z wchodzeniem radzi sobie całkiem dobrze, choć ostrożnie), o tyle w domu, mimo okazjonalnego wpadania na meble, jest fajno - ogon merda:) Wie gdzie stoi micha i często do niej zagląda; za często nawet i dlatego, po konsultacji z panią Kasią-wetką, zdecydowałem się podawać mu karmę dwa razy dziennie, zamiast uzupełniać co chwila michę. Apetyt ma niepohamowany i gdyby pozwolić mu jeść kiedy tylko ma na to ochotę, szybko roztyłby się do gargantuicznych rozmiarów - chwilowo 16,8kg. podczas poniedziałkowego ważenia - tym bardziej, że ruchu też zażywamy niewiele: na spacerach częściej przystajemy i wąchamy kwiatki, niż zdrowo maszerujemy. Oprócz tego, oczywiście, różne smaczki, ciacha i gryzaki, więc krzywdy nie ma i głodny nie chodzi:) Podczas wizyty u wetki zbadano uszko, które, jak się okazało, jest przegryzione na wylot i trochę się paprze; chwilowo smarujemy jakimś mazidłem, ale ponieważ postraszono nas martwicą ucha, to myślę, że za tydzień wpadniemy do gabinetu na przegląd. I tyle - oboje z Horacem pozdrawiamy i dziękujemy za posty:) Horac & wojski (oficjalnie: "pan Wojtek":)
×
×
  • Create New...