z zachłystowym zapaleniem płuc u psa jest masakra, mój szczeniak - 8 miesięczny labrador wpadł do jeziora (pierwszy raz w życiu widział i myślał, że może chodzić po wodzie :) i sie podtopił. W wodzie musiała być jakaś masakryczna chemia. Po 2 dniach dostał wysokiej gorączki, już wtedy dostał antybiotyki, po kolejnych 2 dniach niestety miał całe płuca zawalone. Młody nie miał siły ustać, dusił się, nic nie jadł - w końcu został w klinice na stałe. Był moment, że weterynarze nie dawali mu czasu do rana :( Leki nie działały, jedyną pociechą było to, że nie pogarsza się.
Po tygodniu mogliśmy go odebrać, kiedy miał temperaturę prawie normalną, z obowiązkiem przyjeżdżania co 8 godzin na zastrzyk. Po 2 dniach z ręki zjadł całego fileta z kurczaka, dziś mijają 3 tygodnie od rozpoczęcia leczenia już biega i gania koty. Nadal jest na antybiotyku, ale z dnia na dzień jest lepiej.
Dobry weterynarz to podstawa, u naszego szybko rozpoznano co i jak, mieli zaplecze i dzięki temu znowu moge biegać za psem i zabierać mu moje buty :)