Witam i dziękuję za wszystkie miłe słowa. Cały czas jestem pod ogromnym wrażeniem pozytywnej energii jaka unosi się nad tym forum. To co tu robicie to prawdziwe czary więc słusznie nazywacie się czarownicami!!!
Lusia ma się bardzo dobrze i aż trudno mi uwierzyć, że jest z nami dopiero miesiąc...
Zasadniczo jest trochę jak szczeniaczek i działa w dwóch trybach: albo szaleje w ogrodzi i skacze jak szalona, albo zwija się w kuleczkę, zasypia i nic nie jest w stanie jej obudzić :smile: [URL="http://www.mkgw.superhost.pl/sz/3.jpg"]Dom traktuje jako miejsce do spania... [/URL]
Nie wiem czy to trauma po przejściach w piwnicy, czy kwestia ładnej pogody, ale nawet wieczorem reaguje nerwowo na zamykanie drzwi. Niechęć do zamknięcia w domu (nawet kiedy my w nim jesteśmy) to właściwie jedyny "problem" jaki z nią mamy. Przy otwartych drzwiach siedzi w domu, ale jak tylko się je zamknie - zaczyna się denerwować i chwilę popiskuje.
Nie chcemy żeby traktowała mieszkanie jak więzienie, więc na razie, stosujemy politykę otwartych drzwi - zamykamy je na noc i na czas małych przyjemności - karmienie, smakołyki, zabawa, przez resztę czasu ma swobodny dostęp do ogrodu...
Wydaje mi się, że powoli zaczyna to skutkować i awantury na zamknięcie są coraz krótsze.
Tak więc dom jest sypialnią, a najważniejsze rzeczy dzieją się w ogrodzie. Lusia jest wulkanem energii - towarzyszy nam we wszystkich pracach ogródkowych, biega za kosiarką, poluje na motyle, muszki i chrabąszcze. Niczego nie niszczy!!! Sama z siebie nauczyła się układu ścieżek, i choć hasa z szybkością Formuły1, nie wbiega na rabatki i nic nie łamie. [URL="http://www.mkgw.superhost.pl/sz/2.jpg"]Intrygowało ją bardzo oczko wodne [/URL](szczególnie, że od czasu do czasu odwiedzają je kaczki), ale odkąd przypadkiem (nomen-omen w lany poniedziałek) niechcący się w nim wykąpała, podchodzi do niego z większą rezerwą i [URL="http://www.mkgw.superhost.pl/sz/1.jpg"]traktuje przede wszystkim jako wielką miskę z wodą[/URL] .
W sumie Lusia ma tu dużo pracy - prawie nigdy nie jest sama i ciągle musi kogoś zabawiać... Rodzice są nauczycielami, brat wieczorowym studentem, babcia emetytką, my tez często pracujemy w domu, więc co i rusz ktoś jej rzuca patyk, gania z piłeczką czy wyprawia inne głupoty! Dziadek Baca ma już ponad 8 lat i nie ma tyle energii. P[URL="http://www.mkgw.superhost.pl/sz/4.jpg"]atrzy na te harce z pobłażaniem, a ich stosunki układają się raczej jak w kreskówce o Bonifacym i Filemonie.[/URL] Z jednej strony przy misce i czy wśród zabawek to ona rządzi, ale jednocześnie czuje do niego respekt i podczas wizyt gości, czy nowych sytuacji, wyraźnie traktuje jako lidera.
Staramy się też jaknajczęściej wychodzić z nią na spacery poza teren posesji, żeby "poszerzała horyzonty" i miała okazję do zabawy z innymi psami. Coraz częściej spuszczamy ją już ze smyczy, bo jest bardzo posłuszna, aportuje patyk i przychodzi na każde wołanie. Jest już po komplecie szczepień i dostała kolejną porcję środka, który ma ją zabezpieczyć przed kleszczami na 4 tygodnie. W okolicy jest prawdziwa plaga kleszczy i zastanawiam się nad obróżką...
Smierdzi to bardzo, a my wpuszczamy Lusię do łóżka, ale może jest bardziej skuteczne??? A Wy - jak zabezpieczacie waszych milusińskich?
Pozdrawiam serdecznie
Humppa i Lusia