To samo szło, lekko pociągłam, przeleciałam trymerem i było :) gorzej było tylko z maszynką, bo nóżki były po prostu zarośnięte, nie do wytrymowania, ale codziennie młoda się do nas bardziej przyzwyczaja więc z czasem maszynka nie była taka zła ;)
Jasne, już pewniej na nas reaguje, macha ogonem, zaczyna po mału jeść chrupki (jedynie gdy 'oznacze' je pasztetową), zaczepia mnie na spacerze do zabawy - nie pewnie - ale to już coś :) Najszczęśliwsza jest gdy może biegać samopas po ogrodzie :) skacze jak sarenka :)