Jump to content
Dogomania

Meggan

Members
  • Posts

    9
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Meggan

  1. Cóż oddać można więcej, jak nie serce? Pepiś otrzymał trzy takie serca..I we wszystkich pozostanie...
  2. Biegaj tam, Malutki... Tutaj nie mogłeś. Tu resztkami sił pokonywałeś każdy centymetr podłogi i trawy. Tak było od początku, a niewielu o tym wie. Kochamy Cię. Pokochać w tak krótkim czasie można tylko Stworzenie, które miało w sobie wiele czaru... Wiele miłości i wiele pragnień.
  3. Wie zapewne, że pies mający 15 lat ma najmniejsze szanse na wygraną z problemem neurologicznym. Pies, który nic nie widzi, niewiele słyszy, nie może utrzymać się na nogach. Nie wie co się z nim dzieje. Odczuwa ból i wielki strach. Przestaje reagować na dotyk ludzi, którzy go kochają. Przestaje reagować w ogóle. To była walka nie tylko z chorobą ale ze starością również. Nie zaczęła się tu, u nas w domu. Walkę ze starością się przegrywa... zawsze. I w naszym i w zwierzęcym przypadku...
  4. Dałyśmy wszystko z siebie i dałyśmy wszystko Pepisiowi. Dałyśmy mu swoje serca, opiekę, i najbardziej godne dni swojej starości, jakich nie miał w ostatnim czasie... Dał nam wiele radosnych chwil przepełnionych nadzieją na każdy następny dzień. Wierzę, że wiedział, jak był tutaj kochany i ważny. Nikt tego nie chciał. Nikt nie spodziewał się, że dostaniemy tak mało czasu na walkę. Wszyscy wiedzieliśmy, że Pepiś powoli wybiera się w daleką drogę...
  5. To, co piszecie jest wielką niesprawiedliwą. To była decyzja weterynarzy oraz nasza. Żadne schronisko, darczyńca, największe doświadczenia nie zmienią faktów. Pepiś przyjechał ze schroniska wygłodzony, z uszkodzonym okiem i bardzo smutny. Dostał w naszym domu, co mogłyśmy mu dać. Pełną miskę jedzenia, wody, dużo miłości, spacery, głaskanie, a dziś w nocy... czuwanie. Nieustanne czuwanie. W poprzednim poście pisałam, że walczyć będziemy do wygranej, nie do utraty sił. Nie przewidziałam cierpienia, na które nigdy byśmy się nie zgodziły. Wiem, że wszyscy tutaj bardzo czujnie śledzili Jego życie wcześniejsze i teraźniejsze. Przepraszam, ale nie uważam, by był ktoś, kto wie więcej niż weterynarze (nie, nie jeden!). W naszym domu był już wcześniej pies z udarem. Wiemy, jak to jest walczyć i mieć nadzieję, kiedy są rokowania. Wiemy też, jak ciężko jest gdy słyszymy: "nie można nic zrobić". Dzisiaj poczułyśmy to z Kasią i moją Mamą ponownie. Może tego nie wiecie, ale kiedy mówimy o udarze, to nie mówimy o jednostce chorobowej o typowych objawach. Dla jednych jest szansa. Inni jej po prostu nie mają. Nie byliście tutaj. Nie widzieliście. Nie płakaliście. Widziałam dziś w nocy i nad ranem psa w stanie agonalnym. Psa, który wył z rozpaczy i bólu. Dla którego każdy ruch wzmagał ból i strach. Powiedzcie, dlaczego potraficie napisać, że pies jedzie po śmierć? Co zrobić, gdy pies zwalnia? Gdy każdy oddech to walka i najgorsze... gdy nie pomaga żaden lek? Kiedy czuje się bezsilność wobec Kochanego Psiaka u którego zawodzi farmakologia, cała medycyna? Co zrobić? Poprosić, by był dzielny? Poprosić, by wytrzymał kilka dni, bo może mu przejdzie? Tu nie pomogłoby schronisko, darczyńcy czy góra pieniędzy. Pepino dostał od nas jeszcze wczoraj wieczorem jedzenie, spacer, dużo przytulania i drapania. A potem przyszedł ten moment, którego wszyscy się spodziewali... Nie dane nam było wywalczyć wygranej, ale walczyliśmy do końca. Wszyscy. Uszanujcie to.
  6. A ja napiszę tyle: Uszkodzenie mózgu (w tym czy innym stopniu) u psa w takim wieku i stanie, nadal pozostaje uszkodzeniem. O żadnych operacjach mówić nie możemy z uwagi na stan Pepisia i brak możliwości znieczulenia. Jeśli jest to kwestia ucha - wyleczymy. Jeśli wyleczymy, a nie będzie powalającej zmiany - trudno. Pepiś załatwia się zdrowo, nie wymiotuje, nie ma biegunek. Kładzie po sobie uszka, kiedy się go głaszcze, wygrzewał się na trawie w słońcu wczoraj i tarzał się po trawie. Je, pije, wyczuwa, kiedy się do niego ktoś zbliża. Może i nie widzi, może nie słyszy, może kręci się w kółko. Ale jest kochany, uroczy, przeszedł wiele, jest silny i nadal walczy. I nikt mu tej walki nie zabierze! I będziemy walczyć do wygranej, a nie do utraty sił. Ot, tyle ode mnie. Pozdrawiam.
  7. Wszystkie się nim opiekujemy i dopieszczamy najlepiej, jak potrafimy. Ja osobiście nie pamiętam, kiedy ostatni raz cieszyłam się z takich małych (ale również wielkich) spraw. Jak Pepiś je i z wielką dokładnością wylizuje miskę, jak zrobił pierwszy raz siusiu na dworze. Małymi krokami myślę, że będzie teraz już tylko lepiej ;)
  8. Myślę, że obejdzie się bez kagańca. Pepiś jest silny ale bardzo kochany, nie ma zatem opcji żeby cokolwiek zrobił. Ode mnie trochę o nim. Przyglądam się, wczytuję co pisze moja Siostra, teraz zatem moja kolej. Dzisiaj Pepiś jest spokojny. Był już na dworze ale bez żadnych rezultatów, które mogłyby ucieszyć. Ale są inne! Zjadł całą michę jedzenia, zjadł leki i grzecznie leży. Poczekamy aż słońce przejdzie przez balkon i zapewne będzie się wylegiwał w ciepełku. Pepiś jest bardzo grzeczny, kochany. Zaczyna reagować na wołanie, kiedy się usiądzie niedaleko na dywanie, przychodzi, żeby go pogłaskać. I głaszczemy! Wczoraj podczas takich pieszczot sapał z zadowolenia, położył po sobie uszy i wyglądał zdecydowanie na zadowolonego! Poza tym domaga się miziańska: podchodzi, kręci się, trąca nosem o rękę :)) Ja osobiście jestem zadowolona z jego postępów i to bardzo. Wierzę, że jego stan będzie się poprawiał, bo najważniejsze, że ma apetyt: je, pije. Myślę, że spacery po dworze też mu się podobają, zwłaszcza jak świeci slońce :) Trzymajcie, proszę, kciuki za jutrzejsze wizyty! Oby wszystko wyszło pomyślnie :)
×
×
  • Create New...