Pieska znalazłam jakoś na poczatku roku w Małocicach. Praktycznie sciagnelam go z ulicy bo biegal za kazdym przejezdzajacym samochodem, jeden nawet lekko go uderzyl. Balam sie, ze jak go nie zabiore to poprostu cos go rozjedzie. Stwierdzilam, ze wezme go ze soba i nastepnego dnia rozwiesze ogloszenia po okolicy i na 100% wlasciciel sie znajdzie (piesek mial kolczatke). Niestety do tej chwili nikt sie nie zglosil, pies nie ma tatuazu ani chipa. Teraz juz wiem, ze pies z pewnoscia zostal wyrzucony. Jak tylko wyjdzie na podworko zaczyna biegac za swoim ogonem, moze tak do upadlego, jest coraz gorzej bo widze, ze juz zaczyna go podgryzac. Jak wychodze z nim na spacer, czy ma jakies zajecie jest bardzo grzeczny i posluszny, reaguje na siad, daj łape, lezec, wroc, nie jest agresywny do ludzi ani do innych zwierzat, no moze troche na naszego kocura. U mnie nie moze zostac, poprostu nie stac mnie na jego utrzymanie. Poza tym u nas nie ma ogrodzenia a w domu nie moge go trzymac. Bylam z nim u weta jakis miesiac temu, dostal jakies kroplowki bo mial kleszcza i podwyzszona temp. Pani doktor powiedziala, ze ma okolo 1,5 roku. Pomimo, ze duzo je wazy 24 kg!!! Boje sie, ze to cos powazniejszego. Nawet nie moge z nim isc do weterynarza bo poprostu mnie na to nie stac. Nazwalam go Nero i pomimo tego biegania za tym ogonem to kochany i sliczny pies.
PROSZE O POMOC!!!
Przepraszam, ze tak ani ładu ani składu w moim poscie, ale na co dzien nie mam dostepu do neta tylko tak goscinnie od kogos.