Chcemy pomóc. Kochamy podhalany!! Kidyś błąkała się po naszym miesteczku podhalanka... Widzialam ją czasem z daleka. Córka z kolegą próbowali ją złapac i kolega miał ochotę ją przygarnąć, dokarmiał przez jakiś czas. Jego mama zakochała się w misi ale ojciec... groził, że zrobi porządek. Córa wiele sie nie zastanawiała, pewnego dnia po powrocie z pracy zobaczyliśmy psiaka w naszym ogródku. Zawsze lubiliśmy psy i zawsze towarzyszyły nam w życiu ale nigdy nie mieliśmy tak dużego psa i w dodatku nic o niej nie wiedzieliśmy... Na początku tylko micha, dobre słowo i nic więcej... Za kilka dni stanęła w naszym ogródku piękna, ciepła buda (smieliśmy się, że całe moje "karpiowe"-to był grudzień- poszło psu na budę). Tak zaczynaliśmy, nic na siłe! Po tygodniu zaczęła do nas podchodzić, potem brać smaczki z ręki, potem można jej było podawać karmę z miski do pyska. Tak mijały miesiące... To był najcudowniejszy, najmądrzejszy pies jakiego widziałam. Nigdy nie nauczyła się chodzić na smyczy, po założeniu obroży nieruchomiała, nie miala kojca, miała cały ogródek do dyspozycji... Mimo, że nie nauczyla się się wielu rzeczy, które umieją inne psy, my i wszyscy nasi znajomi uważaliśmy, że to był cudowny, mądry pies. Ona była mądra taką zwyczajną ,"psią " mądrością, nie tą wyuczoną... Podczas otwierania bramy zawsze, zaznaczam zawsze na kilka chwil opuszczała ogródek, żeby natychmiast wrócić... Żebyście wiedzieli, jak ona na nas patrzyła...Obcy mogli wejść skoro my wpuszczaliśmy, jednak nie mogli jej dotykać. Mizianki tylko od swoich. Popołudnia spędzała w domu (chciala wejśc tylko do korytarza i tam zostawała obserwując nas ..) Pokochała nasza małą Sonię a nawet szynszyle ... Podhalany to cudowne, piękne i dumne psy. Była z nami 3 lata. Niestety ciężka choroba zabrała nasza Sabinkę- nie udało się jej uratować...Od tego czasu tak pokochaliśmy białasy, że nie mogliśmy znieść pustki po naszej Sabince. Adpotowaliśmy Biankę (ze schroniska w Łowiczu)....Prosimy o numer konta to pomożemy trochę także temu białaskowi.