Fakt że ludzie nie zdają sobie sprawy z kosztów. U mnie w sumie było podobnie, bo trafiły mi się 2 owczarki kaukaskie, rodzeństwo, które potrzebowało pomocy bo żyło w strasznych warunkach. Postanowiłam je zabrać do siebie i tak zostały. 5 lat później trafił do mnie, również z powodów losowych, bernardyn- były wątpliwości co z nią zrobić, dużo chętnych się zgłaszało ale...chcieli psa do kojca. Nie oddałam. Miłość do psów sprawiła że teraz co miesiąc wydaję na samo żywienie ponad 1000 zł, czasami brakuje na weterynarza, ale da się wszystko w ratach załatwić, w każdym razie gdyby zaistniała konieczność to wszystko bym sprzedała, zadłużyłabym się po uszy, żeby psa wyleczyć.