Jump to content
Dogomania

Tunga

Members
  • Posts

    21
  • Joined

  • Last visited

Converted

  • Location
    Wroclaw, Poland, Poland
  • Interests
    Temple Grandin The Movie, The Forest Gump, P.S. I Love You, 33 Sceny Z życia, The Lord of the Rings
  • Occupation
    Asystent nauczyciela

Tunga's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Artykuł znaleziony na necie dotyczący szczekania psa...Może komuś się przyda.. Ja wiem jedno- czeka nas dużo pracy... Andrzej Kłosiński --Mam problem z moją prawie 2-letnią suczką rasy wyżeł niemiecki. Otóż sunia reaguje strasznym szczekanim na dźwięk dzwonka, domofonu czy pukanie do drzwi i agresywnie reaguje na obcych przychodzących do domu. Problem o tyle mnie niepokoi, że za miesiąc spodziewam się dziecka i boję się czy takie jej szczekanie nie wpłynie negatywnie na dziecko (czy nie będzie się jąkać, czy nie będzie ciągle przerażone itp.). Co mogę zrobić, żeby oduczyć ją tego zachowania? Oprócz tego uważam, że to szczekanie nie jest agresją samą w sobie, tylko agresją wywołaną lękiem. Np. gdy jest na podwórku i nagle ktoś przejdzie lub coś obok niej spadnie, to się przestraszy, ucieka i czasami zaczyna szczekać. Natomiast w domu to zawsze szczeka, bo to pewnie wynika z obrony jej terytorium?! Oprócz tego chciałam zapytać, czy przynoszenie ubranek ze szpitala, nie odsuwanie psa od nas i od dziecka powinno wystarczyć, by sunia zaakceptowała nowego członka rodziny? Ania ---Często nadmierna szczekliwość wynika nie z jednego, ale z kilku powodów - lęku, naturalnego zachowania, jakim jest obrona terytorium lub frustracji spowodowanej na przykład niezaspokojeniem potrzeb, głównie związanych z aktywnością. Także reakcje opiekunów - nerwowość, krzyczenie na psa lub uspokajanie go - wzmacniają i utrwalają takie zachowanie. Praca nad zmianą zachowania w takim wypadku obejmuje trening przeciwwarunkowania (kojarzenie dźwięku dzwonka z czymś przyjemnym), trening posłuszeństwa z wykorzystaniem metod pozytywnych (szczególnie ważne jest nauczenie psa koncentracji na opiekunach i wyćwiczenie bardzo satysfakcjonującej reakcji, która wyklucza szczekanie - na przykład na dźwięk dzwonka pies dostaje do pyska wyjątkowo atrakcyjną zabawkę, do której nie ma dostępu na co dzień). Ważne jest by wokół szczekania nie robić zamieszania, nie karać psa i nie uspokajać, a jedynie proponować mu wyuczone wcześniej "na blachę", w warunkach spokoju, zachowanie. Równie istotne jest zwrócenie uwagi na zaspokojenie potrzeb związanych z aktywnością i ruchem. Młoda wyżlica, by rozładować nadmiar energii potrzebuje sporo zajęć opartych na naturalnych wzorcach zachowania, takich jak tropienie, aportowanie czy zabawa w przeciąganie. Jeśli w domu ma się pojawić dziecko, a suczka była do tej pory rozpieszczana, bo na przykład miała zawsze dostęp do opiekunów, zawsze i natychmiast spełniano jej potrzeby lub nie respektuje podstawowych komend, koniecznie trzeba zająć się jej wychowaniem. Podstawowy trening posłuszeństwa można realizować samodzielnie (wiedza na ten temat zawarta jest w książkach, na przykład Inki Sjosten "Posłuszeństwo na co dzień") lub skorzystać z pomocy osoby szkolącej psy, ale tylko takiej, która w szkoleniu nie stosuje kar. Pojawienie się dziecka wiąże się ze zmianą rytmu życia i zwyczajów panujących w domu. Na przykład pies nie zawsze ma dostęp do opiekuna, nie zawsze może domagać się wyjścia na spacer lub nie wolno mu wchodzić do pokoju niemowlęcia. Reguły te i zwyczaje należy wprowadzić kilka tygodni wcześniej, zanim dziecko pojawi się w domu. Przyniesienie ubranka z zapachem dziecka jest ważne, jednak w tym wypadku może być także nauczenie psa, że kiedy zajmujesz się dzieckiem pies nie może domagać się Twojej uwagi. Można to ćwiczyć wcześniej wykorzystując lalkę. Psy, które są posłuszne i na co dzień respektują polecenia opiekunów, zwykle nie mają problemów z zaakceptowaniem nowego członka rodziny.
  2. Witamy po jeszcze dłuższej przerwie.. :/ Zamieszania mamy co nie miara, bi za miesiąc ślub :) Na szczęście teraz już chyba z górki, od poniedziałku trzy wymarzone tygodnie urlopu więc pewnie będę częściej zaglądać :) Co do Tungi.. Podobnie jak siostra siada cudownie, reaguje na SIAD i wyciągniętą do góry dłoń, ale dawanie łapy odpada. U nas najgorszym problemem jest masakryczne szczekanie jak ktoś zapuka czy zadzwoni do drzwi a jak wejdzie- dramat.. Nie wiem, da się tego oduczyć w jakikolwiek sposób?? No bo sąsiedzi są w porządku ale na dłuższą metę to irytujące szczególnie dzieci się boją strasznie... Tunga namiętnie konsumuje skarpetki- nie żeby zjadała, ale je wymemła a najważniejsze żeby je na swoje legowisko zataszczyć. Coraz częściej też na nim śpi, bo przyznam się szczerze, że ją strasznie rozpieściliśmy.. Straszna pazera na jedzenie, żebrak z niej profesjonalny! No i oczywiście się udaje :) zjada wszystko co popadnie, uwielbia latać za winogronem :) Łapami zakrywa i odkrywa je jak kot :) po czym pożera :) Smutno nam trochę bo nie mamy z kim się bawić :( Brakuje nam tu w okolicy jakiegoś zaznajomionego psa. Może pani Mili sgodziłaby się na spotkanie z nami??? A to foty na których Tunia jest DUUUZIE PESIO jak na nią mówimy :) [IMG]http://i54.tinypic.com/f4fsxu.jpg[/IMG] z tatusiem :) [IMG]http://i54.tinypic.com/ipsk8i.jpg[/IMG] na swoim łóżeczku
  3. Jeju jeju tak dawno tutaj nie zaglądaliśmy a tu taka niespodzianka na nas czekała!!!! Mila dzień dobry jak super że tutaj zajrzeliście :) Naszej Tuni strasznie brakuje kogoś, z kim mogłaby poszaleć.. Bardzo się cieszymy, że Mila ma się tak dobrze u was, a rodzinny jest fakt, że śpią pod łóżkami!!! :) Nasza Tunga robi to samo :) Tylko że niedługo już przestanie się mieścić pod łóżko w sypialni :P Wasza sunia tez jest taka strachliwa?? My przeżywamy teraz koszmar rolek, rowerów i hulajnóg- Tunga jak widzi dzieciaki nawet z dużej odległości dostaje takiego ataku paniki że nie idzie jej utrzymać... ciągnie do domu i nawet zapomni się załatwic.. najbardziej lubi chodzić na spacery wieczorami i rano- wtedy ludzi jest mało. Ostatnio zrobiła nam baba dwa mega numery- sprzątnęła z ławy połówkę bułki i cztery herbatniki )od tego czasu już nic na ławie zostać nie może...) n .. tutaj niepedagogicznie.. byli u nas znajomi i na ławie zostawiliśmy drinka w szklance- wódeczka i cola- i wyszliśmy na balkon na papierosa... Po powrocie szklanka była pusta a psiak spał smacznie na swoim legowisku... :/ od tej pory drinki nosimy przy sobie jak już nadarzy się okazja do wspólnego biesiadowania. Na długi weekend majowy bylismy w Olkuszu z Tungą- musimy sie pochwalić, że psinka rewelacyjnie zniosła 250km w jedną stronę :) Jest stworzona do podróżowania!!! A tam już na miejscu miała 8 letniego kolegę Labiego (labrador), który pozwalał jej dosłownie na wszystko!!! Pili z jednej miski, ganiali po działce (dom w lesie) i była taka szczęśliwa że w ogóle nie chciała stamtąd wyjeżdżać :) Ale okazało się, że Labi po naszym wyjeździe spał już do wieczora tak go nasza kobitka wymęczyła :) Mam teraz pytanie z trochę innej beczki.. Czy ktos wie, jak zacząć załatwiać formalności dotyczące przeniesienia się z psiakiem za granice??? Chodzi mi głównie o tą nieszczęsną kwarantanne, na czym ona polega itp..??
  4. [B]TRAGICZNA HISTORIA ADOPCJI - ANNA JOBCZYK [/B] [FONT=&quot]Łódź - 15 czerwiec 2010 roku[/FONT] [FONT=&quot] [/FONT] [B][FONT=&quot][/FONT][/B] [B][FONT=&quot][/FONT][/B] [B][FONT=&quot]Malutka staruszka Ninka zamordowana w 36 godzin od adopcji ![/FONT][/B] [FONT=&quot] [/FONT] [FONT=&quot]Taki tekst miał się ukazać na naszej stronie internetowej po adopcji naszej ukochanej fundacyjnej suczki Ninki. Jednak nawet nie zdążyliśmy go umieścić, Ninka została bestialsko zlikwidowana przez osobę, która ją adoptowała. Przeczytajcie ten tekst i roześlijcie do wszystkich schronisk, stowarzyszeń, fundacji. Wszystkich, którzy prywatnie zajmują się wydawaniem do adopcji zwierząt. Wszystkich zaprzyjaźnionych lecznic – niech powieszą ten tekst w poczekalni. Jeśli zadzwoni do was „cudowna pani Ela”, bibliotekarka z Krakowa, Wy też dacie się nabrać i wyślecie psa do piekła:[/FONT] [FONT=&quot] [/FONT] [I][FONT=&quot]Pewnego dnia trafiła do naszej fundacji malutka, wychudzona, niemłoda już psinka, która natychmiast została Ninką. Trafiła do nas z ulicy, na której stała przez parę godzin i rozpaczliwie płakała. Nie ruszała się z miejsca, jakby nie tracąc nadziei, że jej pan jednak po nią wróci. Tak się jednak nie stało. Jednak jej skowyt poruszył kogoś na tyle, że nie przeszedł obojętnie i tak w naszej fundacji pojawiła się Ninka. Ninka natychmiast pokochała mojego męża: spała wtulona pod swetrem w jego plecy, wchodziła po nim jak kot, byle tylko ją wziął na ręce a jak nie zwracał na nią uwagi, to oczywiście płakała tak długo, aż ją w końcu jednak wziął. Ninka okazała się być psiakiem zupełnie niekłopotliwym, jednak ze względu na to, że jest malutka cały czas drżeliśmy, żeby inne, większe psy nie zrobiły jej krzywdy. I nagle dwa dni temu zdarzył się cud: zadzwoniła przemiła pani z Krakowa z informacją, że zamierza adoptować Ninkę. A ja upadłam ze szczęścia, zwłaszcza, że poprzedniego pieska pani adoptowała ze schroniska w Pabianicach a miał on wówczas 11 lat. Piesek, a właściwie suczka przeżyła w swoim nowym domu jeszcze cudowne 2,5 roku a pani po jej śmierci postanowiła przygarnąć kolejną nie najmłodszą sierotkę! Oczywiście aż się poryczałam. Pani Elżbieto! Przywraca mi Pani wiarę w człowieka. Bardzo Pani i Pani Mamie za to dziękuję. I oczywiście za cudny dom dla Ninki. Okazuje się, że adoptowany piesek nie musi być Yorkiem, nie musi być słodkim szczeniakiem, nie musi mieć maksymalnie rok, aby wart był miłości i zainteresowania. Może natomiast być dziesięcioletnią Ninką, zupełnie nierasową. Jestem za to zupełnie spokojna, że tej decyzji nikt nie będzie żałował, bo Ninka swoim przywiązaniem, przytulaniem i wiernością zrównoważy brak rodowodu! A jak mi ktoś jeszcz,e choć raz powie, że starszy pies się nie przyzwyczai, to chyba nigdy nie przestanę się śmiać: Ninka dwie godziny po przyjeździe do nowego domu na zmianę wylegiwała się z jedną swoją panią w łóżku a następnie natychmiast przesiadała się na kolana drugiej pani. Jeszcze raz wielkie ukłony dla nowych właścicieli Ninki.[/FONT][/I] [I][FONT=&quot] [/FONT][/I] [FONT=&quot]Taki tekst napisałam po pierwszej rozmowie z nową właścicielką Ninki, kilka godzin po tym, jak wolontariusz naszej fundacji zawiózł Ninkę do Krakowa.[/FONT] [FONT=&quot]Gdybym wówczas wiedziała, jak bardzo się myliłam![/FONT] [FONT=&quot]Chciałam zadzwonić do nowych właścicieli już w czwartek, ale pomyślałam, że poczekam kilka dni, żeby nie pomyśleli, że będę ich tak nękać telefonami i zadzwoniłam w sobotę rano, zupełnie spokojnie, ot tak dowiedzieć się, jak tam nasza mała dziewczynka się sprawuje po tych pierwszych kilku dniach.[/FONT] [FONT=&quot]I po pierwszych zdaniach „cudownej pani Eli” chciałam umrzeć: „Ninka była bardzo chora, musieliśmy ją uśpić”. A ja nie rozumiałam, co ona do mnie mówi. Przecież byłam z Ninką jeszcze w dzień wyjazdu u lekarza, w przeddzień miała zrobione wszystkie badania krwi, a pani doktor zażartowała, że chciałaby mieć takie wyniki, jak ona! Jeszcze myślałam, że może był to wypadek, Ninka im się wyrwała, wpadła pod samochód, choć przecież chodziła jak trusieczka przy nodze i reagowała na każdy najmniejszy gest przywołania. Ale nie. Okazało się, że „cudowna pani Ela” uśpiła ją, bo „pani doktor podejrzewała niewydolność nerek”. Dziwne jest tylko to, że „cudowna pani Ela” nie zgłosiła się na powtórzenie badań, które zresztą były zupełnie w normie, tylko jak się później okazało, pani doktor nie spojrzała na jednostki i źle je zinterpretowała a natychmiast skierowała się do najgorszej w mieście lecznicy, słynącej z tego, że usypia zwierzęta „na życzenie klienta” i tam zamordowała naszą Ninkę. Niestety jedynym wytłumaczeniem, jakie nam się nasuwa jest to, że nasza Ninka się „cudownej pani Eli” nie spodobała i w tej sposób się jej najszybciej, jak to możliwe pozbyła. A przecież doskonale wiedziała, że przyjechalibyśmy po Ninkę natychmiast, gdyby tylko zadzwoniła. Mogła ją oddać do schroniska, mogła ją w końcu wyrzucić na ulicę – wszystko byłoby lepsze od tego, co zrobiła, bo tego już odwrócić się nie da.[/FONT] [FONT=&quot]Niestety po fakcie okazało się, że Ninka była kolejnym zamordowanym przez nią psiakiem. My wiemy o następujących zwierzakach: sunia wzięta w listopadzie 2005 roku ze schroniska w Krakowie (według „cudownej pani Eli miała guza mózgu i musiała być przez nią uśpiona), kolejna sunia wpadła jej pod samochód, kolejna „zasnęła”, następna była ta szczęściara, która przeżyła u niej ponad dwa lata – podobno ze schroniska w Pabianicach ale też nie wiemy, jaki był jej koniec, podobna, podobno, podobno …[/FONT] [FONT=&quot]Ile jeszcze psów „musiała uśpić cudowna pani Ela”? Może ktoś skojarzy fakty i zorientuje się, że też wysłał do tego piekła psa, który miał trafić do raju.. Każdą taką osobę prosimy o kontakt – ten potwór musi ponieść odpowiedzialność.[/FONT] [FONT=&quot]Dziś rozmawiałam z niekończącą się ilością osób. Każda z nich twierdziła, że miała z nią kontakt. Tylko jedna sunieczka uszła z tego z życiem, chyba jedynie, dlatego, że osoba wydająca psa mieszkała bardzo blisko „cudownej pani Eli” i ta zorientowała się, że gdyby i ten pies zniknął, to sprawa by się bardzo szybko wydała i samo zwróciła psa.[/FONT] [FONT=&quot]I niestety na to miejsce pojechała nasza Ninka. [/FONT] [FONT=&quot]Do tej pory przeklinam ten moment, kiedy odebrałam od niej telefon. A tak się wówczas ucieszyłam: przecież tak rzadki, ktoś chce adoptować starszego psa. Przecież nie chcieliśmy się Ninki pozbyć, przecież była najcudowniejszym z naszych psiaków, przecież szaleliśmy z radości, że będzie tam miała lepiej, niż u nas… Gdyby tak można było cofnąć czas… [/FONT] [FONT=&quot]Tak bardzo Cię przepraszam Ninko! Przecież tak nam ufałaś. Tak radośnie podskakiwałaś poszczekując, kiedy biegłyśmy na dworzec, żeby zdążyć na ten przeklęty pociąg do Krakowa! Pewnie myślałaś, że to nasz najpiękniejszy spacer… Tak rzadko mamy czas, żeby wyjść z naszymi psami poza nasz teren…[/FONT] [FONT=&quot]A później nagle znalazłaś się w obcych ramionach, w pociągu, w obcym sobie otoczeniu. Podobno cała drogę płakałaś. Może coś przeczuwałaś? Ale przecież nikt nie słucha takiego małego, starego psiaka. My wiedzieliśmy lepiej… Było nam przykro, ale myśleliśmy, że to tylko moment, trochę potęsknisz a później już będziesz szczęśliwa, szczęśliwsza niż u nas…[/FONT] [FONT=&quot]Nie mogę znieść myśli, że Ninka tak bardzo bojąca się obcego otoczenia, tak bardzo bojąca się wszystkich zabiegów w lecznicy przeżyła najkoszmarniejsze 36 godzin swojego życia zupełnie nie rozumiejąc, co się wokół niej dzieje, a później w samotności, w najgorszej lecznicy, została po prostu uśmiercona. Jak bardzo musiała się wyrywać, walczyć o życie? A nas przy niej nie było. To boli jeszcze bardziej, niż to, że ktoś tak po prostu pozbył się niechcianego psa, psa, którego myśmy kochali. Psa, którego oddaliśmy chcąc poprawić jego los. Psa, którego ktoś pozbył się, jak nieudanych zakupów.[/FONT] [FONT=&quot]Przecież wystarczyłby tylko jeden telefon a przyjechalibyśmy po Ninkę, szczęśliwi, że ją odzyskaliśmy.[/FONT] [FONT=&quot]Nic, co teraz zrobimy, nie wróci życia Nince, choć przecież oddalibyśmy wszystko, by tak się stało. Nic nie spowoduje, że nasze poczucie winy będzie mniejsze, choć przecież zrobiliśmy wszystko, by Ninka była szczęśliwa. Ale możemy przynajmniej sprawić, że może kolejny pies nie trafi do tego piekła. Dlatego prosimy: roześlijcie historię Ninki, wszędzie, gdzie tylko możecie, zakładajcie wątki, piszcie o tym i ostrzegajcie wszystkich. Tam już nie może trafić żaden pies. A wiemy, że „cudowna pani Ela” będzie szukała psa po całej Polsce, bo w Krakowie już psa nie dostanie nigdy. A każdy, do kogo zadzwoni znowu da się nabrać na cudowną opowieść o tym, „jak bardzo chciałaby dać, choć na krótko dom jakiejś suni staruszce, żeby nie umarła ona w schroniskowym boksie” Za to możemy być pewni, że umrze bardzo szybko w swoim nowym domu a pretekstem może być wszystko: że nasiusia, że popiszczy, że się nie spodoba. [/FONT] [FONT=&quot]A „cudowna pani Ela” szybko wyda i wykona wyrok. Jak na naszej Nince. [/FONT] [FONT=&quot] [/FONT] [FONT=&quot]Uwierzcie mi, że każdy z Was oddałby tam zwierzaka: czyściutki, przyzwoity dom, stateczna, „przemiła” pani Ela bibliotekarka, do tego starsza mamusia, stale przebywająca w domu z pieskiem i córka. Trzy przemiłe, wymarzone opiekunki. [/FONT] [FONT=&quot]Trzy potwory…[/FONT] [FONT=&quot] [/FONT] [FONT=&quot][/FONT] [FONT=&quot]tekst - Anna Jobczyk, Prezes FUNDACJI AZYL[/FONT]
  5. Korzystajcie kochani naprawdę warto, szczególnie że chipowanie było fundowane przez miasto jak płaciło się podatek od zwierza. Teraz już nie będzie takich akcji organizować, a ten wet dostał dofinansowanie z UE, bo rozpowszechnia ogólnoeuropejską bazę chipowanych psiaków. Moja Sonieczka też była chipowana... :(
  6. Jest jedna zbiorcza baza, tylko samemu trzeba sobie wpisać i to jest baza z całej europy psiaków. Dodatkowo zwierzak dostaje gumową opaskę na obroże ze jest chipowany. Słuchajcie, koniec końców chipowanie będzie obowiązkowe, a jak jest za free to dlaczego nie skorzystać??? Miasto wrocław
  7. Wrzucam tutaj a moderator niechaj zadba o rozpowszechnienie informacji :) Na ul. Gorlickiej 64/3U w lecznicy NOVET Pan Marcin Noczyński wszczepia bezpłatnie chipy psiakom. Jedyny warunek to książeczka zdrowia, dowód osobisty właściciela i koniecznie zameldowanie we Wrocławiu. To wszystko. Panu zostało jeszcze ok 50 chipów!!! Naprawdę warto, jak psiak się zgubi to z pewnością łatwiej będzie go odnaleźć.. a idzie lato... Tunga już ma i jesteśmy o wiele spokojniejsi bo bzik z niej niesamowity...
  8. Sunia się znalazła na szczęście :) Tunia z mamunią :) Coraz większa ta nasza dziewuszka :) Mam pytanie co do wizyty poadopcyjnej... Wiadomo już co i jak???
  9. E to nie tak daleko LILUtosi :P Jak coś to daj im na nas namiary jakby byli kiedyś zainteresowani żeby dziewczyny się spotkały :) Korenia wyślę ci wiadomość na PRIV to się jakoś ugadamy :)
  10. Witajcie :) Dawno nas tu nie było,, strasznie jesteśmy zaganiani... Ta wiadomość, że Melunia znalazła dom wprawiła nas w genialny nastrój- od razu powiedzieliśmy o tym Tundze (udajmy, że wie o co chodzi :P) Tunga (ex Mila) też na początku była strasznie bojaźliwa.. A teraz??? Nie poznajemy własnego psa :) Jest z nami strasznie zżyta, ale nie boi się już tak strasznie innych psów, chętnie wychodzi na spacer, jest bardzo wesoła i strasznie lubi się bawić- Mela potrzebuje po prostu czasu :) Coraz mniej sika nam w domu, czai baze o co chodzi ze spacerem o 5:00 rano :P I jest najsłodszym psiakiem na świecie :) a jak już urosła!!!!!!! Apetyt też ma niezły. Jeśli można zapytać, gdzie teraz mieszka Mela?? Brakuje nam koleżanek lub kolegów do zabawy... to jest jeden minus... Za ścianą mamy pekińczyka, narazie ok, ale na dłuższą metę przydałoby się poznać kogoś..większego :P
  11. jak tam melunia??? My też prosimy te dane konta na PW, podeślemy trochę pieniążka :) Tunga już coraz częściej siusia i kupka na dworze :D
  12. Nad szczepieniami nie ma co się zastanawiać. Tak jak mówiłam narodową ściepę i tyle przecież trzeba ją zaszczepić. Tunga dostała od razu wścieklizne..
  13. No właśnie, powiedz ile wyniosą my zapłaciliśmy 70zł za komplet wścieklizne, parwowiroze itp. może jak się zrzucimy po pare groszy to nie zbiedniejemy a małą trzeba zaszczepić to już najwyższy czas.. Podaj jakiś nr konta to postaramy się coś ududłać :) No i ile :P
  14. Nie no coś mnie trafi.. jak to Melunia wraca?? Jak można tak piesiowi w głowie mieszać... Biedna ona.. Szkoda że nie mamy większego domu... :( Teraz będę cały czas o niej myśleć... Dałam info na facebooku na swoim profilu, może ktoś się zgłosi... jak jeszcze możemy pomóc???
×
×
  • Create New...