Sorki dziewczyny, już Wam pisze co i jak. Max pojechał z Państwem na zimę do Łodzi. Zachowuje się bardzo fajnie, chodzi na spacerki trzy razy dziennie, bardzo go chwalą, nie zaczepia innych piesków. Nie otwiera sobie już drzwi jak to lubił czynić na początku. Plusem dużym jest to, że Pani na rencie i nie pracuje więc zawsze ktoś z nim jest, a jemu zwyczajnie człowieka było trzeba. Wiec po co ma te drzwi otwierać i przegryzać jak wszytko co ważne ma pod ręką..łapą;) A ogólnie co tu kryć..kochają go, usłyszałam że jest ich i nie oddadzą:) To była ryzykowna wycieczka i ciesze się że zdobyłam się na to ryzyko bo okazało sie że MAx nie taki straszny jak go malowano i ma swój kącik na ziemi. Poproszę dom o fotki chłopaka, może choć takie telefonem.
A i jeszcze... byli u weterynarza i MAx dostał kaganiec, spacyfikowali go ale nie musieli jakoś tak ekstra co mnie dziwi bo on bardzo opornie wizyty u doktorka odbywał...
nie wiem jak Wy ale mnie bardzo cieszy że ten piesek już u siebie, należało mu się.. gdy 2 lata temu jego właściciel oddawał mi Maxa.. chwile przed tym jak chciał go zresztą uśpić... tak bardzo chciał mieć kontakt żeby spytać o psa... dostał... nie skorzystał ani razu... smutne...
ale my się cieszymy a Max to napewno:)
to był mój pierwszy dzień praktyk w lecznicy... nie umiałam pozwolić na uśpienie tego psa... wróciłam z nim do domu ...mąż się spytał czy teraz już codziennie jakiegoś przyprowadzę bo jeśli tak to zabrania mi chodzić do tej szkoły..;)
a potem Max zjadł nam drzwi z korytarza do garazu a reszte historii już znacie;)