Hej Wszystkim ,
miałam się nie odzywać na tym forum , ale co mi tam . Każda z osób biorących udział w akcji powodziowej miała zapewne taki czy inny kontakt z Luizą , ja i blair69 pracowałyśmy z Luizą codziennie. Od 21 maja - odkad powstała baza na Machowie trafiały pod naszą opiekę psy przede wszystkim chore i agresywne (te które ludzie chcieli "zlikwidować"). Kilka z nich tylko dzięki cierpliwości Luizy mogliśmy zaszczepić i zabierać na spacery , Kostek był jednym z psów z którym nie radził sobie nikt , Luizę pogryzł , sponiewierał mnie , chłopaka który raz chciał go wyprowadzić , weterynarza który go szczepił i nawet własną panią. Do tej pory jest to pies żywiołowy i trudny - mogliście go sobie obejrzeć w reportażu. Atos , Portos i Aramis przez pierwsze trzy dni pokazywały nam zęby , ale to właśnie Luiza pokazała im ,że ludziom warto zaufać - dzięki temu mogliśmy im pomóc. Basia i Ewa dołączyły do machowskiej ekipy pod koniec czerwca lub na początku lipca - wtedy już każdy z nas był zmęczony - nikt nie przewidział że ta tragedia będzie trwała tak długo , że poza naszymi własnymi psami bedziemy mieć stadko w Machowie i dzień w dzień wyjazdy w teren żeby dowieźć karmę i wodę. Chyba tylko Mariusz nie klął ....... Sytuację finansową Luizy zna kilka osób , które tu się wypowiadały i wszystkie te osoby doskonale wiedzą , że bez względu na to jak trudny ma charakter to na pewno nie ukradnie ani grosza. I Pam którego osobiście przywoziłam z Luizą i Funia to psy , które są szczęśliwe. Te które trafiają do niej na DT tym bardziej nie mają na co narzekać. Napiszę Wam na do widzenia krótką historyjkę : obok mnie przez czternaście lat żył sobie pies ze swoją Panią . Codziennie widywaliśmy się na spacerach - Pani codziennie na psa wrzeszczała używając słów bardzo niewybrednych , puchły nam czasem od tego uszy. Drugiej tak wielkiej miłości jak była między tym psem i jego Panią pewnie już nie zobaczę . Pies umarł niedawno - przez ostatnie dni jego życia codziennie był karmiony z łyżeczki bo nie miał siły jeść , codziennie jeździłam z nim do weterynarza. Kiedy zapadła decyzja o uśpieniu - nie działały już żadne leki - jego Pani postanowiła umrzeć wraz z nim. Nie wychodzi z domu i nie chce jeść . Wszyscy Ci którzy jej nie znali na pewno posądziliby ją o znęcanie się nad psem.
Pozdrawiam wszystkich którzy na podstawie bezsensownych opinii pojedynczych osób potrafią ocenić każdego.